BRAZYLIA Część 4: Sam na sam z Jezusem

wpis w: BRAZYLIA | 4

DZIEŃ 8
10.02.2015

W poczekalni na lotnisku dostrzegam coś niesamowitego. Jestem osobą, która jest wyczulona na głupotę ludzką i zastanawia mnie ona za każdym razem. Idąc za głosem tego Typa Mesa, staram się tępić ją każdego dnia.
W poczekalni było duże zdjęcie wodospadów, przed którymi ustawiły się trzy osoby. To niezwykłe, że będąc w Foz gdzie zapewne zwiedzały wodospady ci ludzie stali dobre 10 minut i robili sobie zdjęcia. Najpierw facet z babką później babka z babką, później ta druga babka z tym facetem, później tamci znowu, tylko że zamienili się miejscami później … przysięgam trwało to z 10 minut. Nie wierzyłem…ale wczułem się tak w te osoby, że podłożyłem pod tą scenkę dubbing. W takich niewiarygodnych sytuacjach, prosto z filmów science-fiction zawsze mówię „że może ktoś żartował”, ale odpowiedź zwykle jest jedna „Nie, nie żartowali”.
Wylecieliśmy z Foz o 13:30 w Rio byliśmy o 17:00. Za wiele nie zdziałaliśmy tego dnia, poszliśmy na spacer i szamkę. Jedzenie na kilogramy w Rio było już droższe – 42RS/kg. Caipirinha na Copacabanie chyba 9RS, ale tego wieczoru jakaś ta Copacabana pustawa?
Znaleźliśmy kiedyś najtańszy nocleg w mieście na dzielnicy Botafogo i w sumie nie chciało nam się już szukać innego, także zostaliśmy przy Rio Nature Hostel (40zł). Pierwszy raz w życiu spaliśmy na sali 16osobowej, wszędzie torby ręczniki i ubrania. Spaliśmy na piętrowych łóżkach i to nam przypadły te górne. Ja akurat spałem przy wielkim otwartym oknie, przez które jakby się za bardzo wychylić to leciałoby się dłuuugo długo. Nad nami kręcił się wielki wiatrak hałasując przy tym niemiłosiernie atmosferę również robiło światło – takie szpitalne, które paliło się do około 2 w nocy, bo po ciemku by się ludzie pozabijali o te torby. Fajnie ulokowany był ten hostel na takim wzniesieniu, dużo roślinności rosło wokoło, wśród której biegały wesołe małpeczki. Jednakże kilka razy dziennie trzeba było pokonywać schody na to wzniesienie, tak że zasypialiśmy w sumie padnięci i żaden wiatrak ani światło nam nie przeszkadzały.

DZIEŃ 9
11.02.2015

No to wbijamy dziś na Corcovado (wzniesienie ze słynnym Jezusem) wjazd kolejką 62RS a vanem 60. Zastanawialiśmy się, czy nie wybrać się na piechotę, ale się powstrzymaliśmy, i bardzo dobrze zrobiliśmy, bo spotkany na górze Niemiec przekombinował. Wejście na piechotę zajęło mu 3 godziny, a i tak musiał zapłacić 30RS za podejście do posągu Jezusa. W ogóle to bardzo ciężko jest tam zrobić dobre zdjęcie z posągiem no, chyba że chce się mieć ze wszystkimi ludźmi pozującymi. Ja, żeby mieć idealne zdjęcie sam na sam to wyczekałem, aż ochroniarz się odwróci i wskoczyłem na balustradę.
Pierwszą kąpiel odbyliśmy pod Głową Cukru na plaży, przy której stał pomnik Chopina.
Jako że wjechaliśmy na Corcovado skąd mogliśmy podziwiać widok na miasto to nie mieliśmy już parcia, żeby wjeżdżać na szczyt Głowy Cukru (60RS). Weszliśmy sobie więc na piechotę, na pierwsze wniesienie za free. Zajęło nam to jakąś godzinkę, tam poczekaliśmy na zachód słońca, mogliśmy wracać wcześniej, ale gdzieś wyczytaliśmy, że po 19 można zjechać kolejką za darmo, więc tak sobie siedzieliśmy, licząc na to, że nam się to uda. Stanęliśmy w kolejkę do kolejki, ale Jeremi zauważył, że wszyscy mają bilety i raczej lipa, ale się wepchałem naprzód. Odźwierny spytał, czy mam bilet, ale rozłożyłem bezradnie ręce, a on odbił swój identyfikator i przepuścił mnie przez bramkę. Uradowany szybko zawołałem Jerasa, którego odźwierny też przepuścił mówiąc do nas „Yeaaaah My squater guys :D

4 Odpowiedzi

  1. Jeremi – robisz fantastyczne zdjęcia!

  2. Teraz opisy Brazylii przydadzą mi się, bo niedługo sama ruszam 🙂

Zostaw Komentarz