FILIPINY / TAJLANDIA / KAMBODŻA 12: Angkor Whaaaaaaaat???

DZIEŃ 19:

19.02.2014
Jerasy zostają jeszcze na Coron a ja z Moniką ruszamy do Kambodży. O 11:00 jedziemy vanem na lotnisko (150pesos). O 13:45 mamy wylot do Manili(opłata 50 pesos). Ważyli mnie na lotnisku – waga pokazała 86 kg co oznacza, że schudłem już 4 kilo:D Zanim zjawiliśmy się w Siem Reap zastanawialiśmy się, czy po całodniowym zwiedzaniu kompleksu świątynnego Angkor będziemy mieli jeszcze siłę od razu wsiąść w autokar i jechać 12 godzin do Bangkoku. Stwierdziliśmy, że nie, że wolimy się wyspać i rano wyruszymy w podróż. W gruncie rzeczy wyglądało to tak, że na granicy staliśmy raptem 2h, Jerasom w pierwszej kolejce na słońcu zeszło się z 2 h nam tylko 15 minut, wiza kosztowała 20$. W Siem Reap zjawiliśmy się koło godziny 23, wyszliśmy na miasto, trafiając na mega imprezę uliczną. Z dwóch lokali grała muzyka, a na ulicy pomiędzy nimi ludzie tańczyli, ludzie to mało powiedziane co drugi był freakiem, muthafuckin animals. Przelot między ludzki był fantastyczny. Czułem, że jest to miejsce dla mnie, jednakże byłem zmęczony, przerażająco trzeźwy i po jedzeniu (pyszny Khmer Amok 5$, zupa krewetkowa 6$)tak pełny, że właśnie nie mogłem za dużo w siebie wlać, ponadto byłem w sandałach co dyskwalifikowało mój taniec:)


Gdy tak stałem tam i patrzyłem z zazdrością na bawiących się ludzi podeszła do mnie Monika myślałem, że chce już iść do domu, bo późno, bo zmęczona, ale oznajmiła mi, że poznała jakiegoś chłopaka i idzie z nim do baru obok na piwko pogadać. No tak Hawaj Gdzienajba – człowiek impreza miał nadzieje, że idzie już do domu a tu ta cichutka dziewczynka oznajmiła, że zostajemy w najlepsze. Oczywiście, że mogłem sam pójść, ale to byłoby nie po mojemu, muszę dbać o swoje dobre imię imprezowej bestii, nawet gdy nikt mnie nie zna, nawet przed samym sobą. Więc w końcu wlałem w siebie dwa browarki(Heineken 3$) posiedziałem tam do 3 posłuchałem muzyczki aż wreszcie wróciliśmy.
Dzień 20

20.02.2014
Pobudkę zarządziliśmy o 7 rano i pojechaliśmy na cały dzień zwiedzać Angkor. Pod hotelem stał już tuk tuk, którego nam zamówił właściciel, dogadaliśmy się na zwiedzanie po dużym kole za 15$. Po czasie okaże się, że Duże koło nie zawiera małego koła, które jest kluczowe i będziemy musieli dopłacić jeszcze 10$. Na śniadanko świeży ananasik(1$) i woda za free. Ładnie można tu stargować, za książkę 11$ chciał kolo, ale zszedł do 2$ ale i tak chciałem za 1$ ją wziąć.

Potem zaś poszedłem sam zwiedzać takie boczne świątynie, jakiś chłopczyk na rowerze krzyknął do mnie Hello..hello to hello, odpowiadam mu serdecznie.Podjechał do mnie i zaciekawiony zadawał pytania, skąd jestem, jaka stolica jest mojego kraju, ile mam lat i takie tam, przy czym pokierował mnie do świątyni. Ale patrzę, że idzie dalej zemną ten mój kumpel, opowiadał mi o świątyniach i oprowadzał po nich, skapowałem się, że już przeskoczył z gęby w inną gębę jakby to określił Gąbrowiczjuż stał się moim przewodnikiem, ale był tak grzeczny, że nie mogłem mu odmówić więc pozwoliłem mu żeby produkował się dalej w najlepsze. Na koniec oczywiście pokazał mi karteczkę od Pani Wychowawczyni ze szkoły o tym, jak mają ciężko dzieci w Kambodży i żeby je wspomóc. Dałem mu to co miałem drobnego z myślą, że będzie miał na loda czy coś. A on mi daje jeszcze żebym się wpisał do jego tabelki z datkami. Dobra wpisuję, po czym patrzę, że ktoś ze Szwecji dał 10$, Niemcy 20$, ktoś tam 50$ i ja Kuba z Polski marne drobne. Później Jeras mnie pocieszył, że na pewno małolat sam dostawiał zera tak żeby następni dawali więcej mu tych datków:) dobra wpisałem się, gorąco mi się zrobiło ze wstydu a on jeszcze pyta o tipa dla siebie. Nie mam już, weź sobie tamte drobne, one są dla Ciebie.

Po powrocie poszliśmy na obiad i shake cytrynowy (4$), tym razem nie napychałem się po brzegi tak żeby jeszcze zmieścić co nieco, przysłuchiwała nam się Holenderka, z którą się skumplowaliśmy i moja skrzydłowa Holka umówiła nas na wieczór na piwko.Wieczorem na zakupy na market, przehulałem trochę kasy, zakupiłem obraz (11$) – sprzedawczyni nie chciała mnie wypuścić mówiąc „jesteś moim pierwszym klientem dziś proszę kup u mnie na szczęście”:), tshirty, wielce polecany przez Jerasa shake z passionefriut (marakuja 2$) który średnio mi smakował i oddałem Holce a sam wziąłem się za małą wyborową i redbulla(3,6$)… i znowu wylądowaliśmy na Pub Street przy klubie Angkor Whaaaaaat? Tym razem miałem już pełen obów, nie piliśmy na butelki piliśmy na wiaderka :) (8$)Przelot między ludzki faktycznie był potężny, bawiliśmy się z ludźmi z US, z Chile z Holandii,Belgii, UK, tańcząc na ulicy, na ławkach i na stołach. Było grubo było wysoko gdy wszedł na głośniki kawałek „Niggas in Paris” a moje nogi poderwały się do tańca i zrobiły tornado. Wokół mnie wytworzył się pół okrąg ludzi dopingujących, dziewczęta i geje. I tak kolejny ranek zastał mnie, gdy okazało się, że nie ma już żadnych znajomych, muzyka zgasła a klub zamykają. Znowu 4 rano sie nie martw o mnie Mamo już o 7 będę spał snem mocnym w autokarze. Podobało mi się – ewidentnie polecam to miejsce z ręką na sercu ale nie wszystkim.Polecam je wszystkim muthafuckin animals:)

Zostaw Komentarz