FILIPINY / TAJLANDIA / KAMBODŻA 8: Oko w oko z rekinem wielorybim

DZIEŃ 11

11.02.2014

Lecimy do Donsol, miejsca, które słynie z pojawiania się tu rekinów wielorybich. W przewodniku piszą, że „pytanie to nie czy zobaczysz tu rekina tylko ile”. Mamy fajny resort z basenem z knajpą i dostępem do morza. Plażyczka jest mała, wąziutka i mało atrakcyjna, ale jest. Domków jest tu dużo tylko ludzi jakoś mało, raptem dwóch białasów widzieliśmy za dnia. Atrakcja na dziś to świetliki. Tuktukarze chcą zawieźć nas za 150 pesos, ale dowiadujemy się, że to raptem 15/20 minut drogi, więc idziemy sobie spokojnie na piechotę. Babeczka, która daje nam tę informację zaś prosi, żeby od niej jutro wypożyczyć sprzęt do nurkowania – spoko mówisz i masz.

Fire flies, czyli świetliki kosztują 1200 pesos za łódź, my płyniemy w piątkę z jednym Chińczykiem. Chcieliśmy z nim kręcić jakiś biznes, ale jest nauczycielem więc lipeczka.

Podpływamy do drzewa, wokół którego zbierają się świetliki, reagują na klaskanie, wtedy świecą mocniej. Troszkę jestem jednak rozczarowany tymi świetlikami, myślałem, że bardziej spektakularnie to będzie wyglądać. Chińczyk jeszcze bardziej, bo żadne zdjęcie mu nie wyszło.

WSKAZÓWKA: Kiedy mało ludzi jest w resorcie – wiedz, że coś się dzieje:)

DZIEŃ 12

12.02.2014

No to hyc na rekiny – dziś jest ten dzień kiedy poznam bestię. Najpierw rejestracja 300pesso, sprzęt 300, 3500pesso za łódź na 6 osób ,wystawiamy Chińczyka i bierzemy dwójkę Holendrów. Pływamy sobie od 8:00 do 12:00, pissga fest, bo znowu się źle ubrałem, rekinów zaś nie widać. Podobno jeden przeciął nam drogę, ale zanim zawróciliśmy nie było już go jak szukać, nie wiem nawet czy faktycznie tak było…drzemałem wtedy. Także może faktycznie było oko w oko z rekinem wielorybim ale ja to przespałem. Myślę, że rekinowi trochę poszło w płetwy, gdy Jeremi stojąc na łodzi odgrażał się, że zniszczy sukinsyna. Wszystko na marne cała podróż w to miejsce poszła na marne, nie ma zwrotu kasy oczywiście, ale nie ma załamka, gdyż jak podczas poprzedniej podróży powiedział mi kolega Radek „Nigdy nie wykonasz założonego planu w 100% miej tego świadomość”. Nic tu po nas, zawijamy się do Legazpi za 80pesos, bierzemy nocleg w Teachque (College) Hotel – to tu ubiłem mojego pierwszego w życiu karalucha…no jedynego jak do tej pory. Miasto jest typowe, dość brzydkie. Spotkaliśmy w nim naszego znajomego chińczyka, który powiedział nam, że w Donsol też nie widział rekinów jednakże tu w Legazpi przy plaży normalnie z molo je widać i też można z nimi pływać za 1000 pesos, o czym niestety nie wiedzieliśmy – jednakże przejrzystość wody jest trochę kiepska.

WSKAZÓWKA: Rezerwacje lotu do Donsol zostaw na ostatnią chwilę. Wpierw upewnij się telefonicznie czy jest po co tam w ogóle lecieć.

Zostaw Komentarz