HISZPANIA Część 1: Barcelona 20 lat później

wpis w: HISZPANIA | 0

PROLOG
Hiszpania była pierwszym państwem, jakie odwiedziłem w swoim życiu. Pierwszy raz byłem tu 20 lat temu na wycieczce z biurem podróży i moją familią. Hardcorem wtedy była podróż autokarem, trwająca 36 godzin. Oczywiście podobały mi się te wakacje. Pogoda była gwarantowana a morze ciepłe , nie to co u nas. Stacjonowaliśmy wtedy 2 tygodnie w Lloret de Mar na wybrzeżu Costa Brava. Jadąc na wycieczkę do Montserrat, zatrzymaliśmy się na krótkie zwiedzanie Barcelony. Mało co widziałem i mało co z tego pamiętam. Stadion olimpijski na pewno zwiedzaliśmy. Czemu akurat to? Teraz jak patrzę na atrakcje Barcelony, to widzę wiele ciekawszych miejsc niż ten stadion. Pamiętam również wizytę w Aqua Parku w okolicach Lloret i ojca, który jako jedyny zjechał ze zjeżdżalni Kamikadze:). Było pięknie, ale dziś wracam do Barcelony po garść nowych wspomnień wraz z moją Justynką i jej przyjaciółmi Kasią i Adamem.
Barcelona jest od lat topowym kierunkiem turystycznym. Rocznie odwiedza ją prawie 8 mln. ludzi, ale dla nas nie jest głównym punktem wycieczki. Tak skonstruowałem tę podróż, by, jak najtaniej dolecieć do Hiszpanii i jak najlepiej wykorzystać spędzony tam czas. A czas jest tutaj kluczowy, gdyż 18/19 marca w Walencji odbywa się coroczne święto powitania wiosny, święto ognia LAS FALLAS. Nie wyobrażam sobie być w tym czasie w Barcelonie i nie pojechać do Walencji, jak również nie wyobrażam sobie, żeby lecieć do Hiszpanii na przykład tydzień później. Żeby uniknąć takich wpadek, mam rozpisaną tabelkę ze wszystkimi interesującymi mnie corocznymi karnawałami na świecie:)

 

 

DZIEŃ 1
14.03.2017

Po 3 godzinach lotu wylądowaliśmy na lotnisku El-Prat w Barcelonie. Chciałem zakombinować i pojechać stamtąd do centrum za 1 Euro, jednakże nie udała mi się ta sztuka i pojechaliśmy za 6 Euro normalnym busem.

Noclegi w Barcelonie i Walencji wychodziły po 100zł za osobę na booking.com więc tym razem skorzystałem z Airbnb gdzie koszt był o połowę mniejszy. Nasza noclegownia na początku była dla nas ciężka do odnalezienia, ale później okazało się, że ma świetne położenie. Była to dzielnica La Ribera co oznacza brzeg morski. Niedaleko nas był port i zaczynała się plaża Barceloneta, dwie kręte uliczki dalej znajdował się Kościół Santa Maria del Mar. La Ribera to dzielnica wchodząca w skład Starego Miasta w Barcelonie. Większość tamtejszej architektury mieszkalnej, jak i typowy dla tamtej epoki układ urbanistyczny z wąskimi, krętymi uliczkami pochodzi z czasów średniowiecza. Niegdyś była to jedna z najpiękniejszych i najzamożniejszych dzielnic miasta. Straciła swoje znaczenie w XVI wieku. Po hiszpańskiej wojnie sukcesyjnej część dzielnicy została zburzona, a na jej miejscu wybudowana cytadela, co miało być karą dla miasta. Cytadela została zburzona w XIX wieku, dziś na jej miejscu znajduje się Parc de la Ciutadella. Część La Ribery zwana El Born to obecnie jedna z modniejszych dzielnic Barcelony, z licznymi drogimi restauracjami i sklepami. Na naszej małej uliczce nie było żadnych knajpek, były jakieś śmieci i rusztowanie, obdrapane ściany i budynek z 1840 roku. W środku wąska klatka schodowa i równie wąskie kręte schody.

Nasi gospodarze Richard i Carol czekali na nas, dali nam klucze i niewiele więcej. Nie mówili po angielsku, podstawowe informacje mówili po hiszpańsku do translatora w telefonie, a my odczytywaliśmy tłumaczenie. Trochę byliśmy zbici z tropu. Mieszkanie było małe. Nasz apartament był po prostu pokojem z dwoma łóżkami przedzielonym zawieszoną kotarą. W kuchni, jak i w całym mieszkaniu panował syf, buty na stole, szafki się lepiły a czajnika było próżno szukać. Łazienka zaś była minimalna, najmniejsza w jakiej miałem okazję przebywać. No i pierwszy raz rezerwując nocleg na Airbnb wyszło tak, że gospodarze również nocowali w tym mieszkaniu z nami. Zwykle wynajmowaliśmy całe mieszkanie lub tak jak w Dreźnie wynajmując pokój i tak zostawaliśmy sami na weekend gdyż właścicielka jechała do przyjaciółki.
Adam i Kasia byli w Barcelonie w zeszłym roku, ale z chęcią powrócili tu z nami, gdyż mieli jeszcze sporo do zobaczenia.Notabene po tym wyjeździe też im zostanie parę rzeczy do zobaczenia, wszak w tym mieście jest co robić. Jako że już swoje szlaki mieli przetarte daliśmy się Im prowadzić. I słusznie, bo po krótkim spacerze po nadmorskiej promenadzie zabrali nas do świetnej knajpy – La Bombeta (adres: Maquinista, 3,).

 

 

Knajpa jest prowadzona przez rodowitych Katalończyków i to takich starszej daty. Nie uświadczysz tu studenciaków najętych do kelnerowania ani Wi-fi, nie przyjmują kart płatniczych i raczej nie mówią po angielsku. Mają za to bogate menu, jeśli chodzi o owoce morza i to wszystko w dobrej cenie. Pojedliśmy, popiliśmy Sangrii i trochę się poszwendaliśmy po okolicy. Na kwadracie piwko, które pomogło zasnąć na łóżku składającym się w literę V pod małą kołderką.

 

 

DZIEŃ 2

15.03.2017

Ruszamy spacerkiem zwiedzać Barcelonę. To drugie co do wielkości miasto Hiszpanii powstało w starożytności (III wiek p.n.e.) jako kolonia rzymska. Barcelona rozwinęła się jako jedna z najważniejszych republik kupieckich w basenie Morza Śródziemnego. Pozostałości po zbudowanych wtedy murach obronnych przetrwały w Dzielnicy Gotyckiej.
Nasze zwiedzanie zaczynamy od spaceru po Parku Ciutadella, którego nazwa pochodzi od cytadeli niegdyś tu stojącej.

 

 

Znajduje się tu Zoo, muzeum sztuki współczesnej, parlament kataloński, a także piękna fontanna Cascada. Została ona zaprojektowana przez Fontsere w 1875 roku, ale w pracach brał również udział student architektury o nazwisku Gaudi.

 


Wejście do Parku zdobi Łuk triumfalny. Pełnił on zaszczytną rolę głównego wejścia na Wystawę Światową, która odbyła się w Barcelonie w 1888 roku. Dlatego na łuku umieszczono napis po katalońsku „Barcelona rep les nacions” („Barcelona wita narody”). Jest to jedyny na świecie łuk triumfalny, który nie posiada charakteru militarnego.

 


Gdy tak sobie spacerujemy, Adam stwierdza, że musi nam coś powiedzieć odnośnie wczorajszego wieczoru. Przyznaje się, że obudził się zeszłej nocy i trochę w pół śnie a trochę odczuwając skutki wymieszanego alkoholu wybrał się do łazienki. Niestety pomylił pokoje i wparadował do Richarda i Carol właścicieli mieszkania. Stojąc tak w drzwiach w samych bokserkach i skarpetkach, niewiele kumając zaczął wchodzić głębiej do pokoju. Zastopowała go dopiero ręka Richarda 🙂 Tyle wiemy:).
Wychodząc z parku i kierując się w kierunku Sagrady, po lewej stronie znajdujemy Comic store. Zawsze chętnie zerknę co tam mają:).

 


Po prawej zaś stronie mijamy Muzeum Corridy tzw. Bullring. Nie wchodzimy do środka, ale w przeciwieństwie do jednego z moich ziomeczków nie przeszkadza nam ten budynek. Przed wyjazdem proponowałem mu, żeby z nami poleciał, ale odmówił podróży z powodu organizowanych w tym kraju walk byków. Tłumaczyłem, że nie zabieram go na corride tylko do Hiszpanii, ale na próżno. Kraj ten został zupełnie skreślony z jego listy. Idąc tym tropem, będzie musiał jeszcze wiele innych wykreślić.

 

 

Żeby wejść do Sagrady najlepiej jest mieć wykupione wcześniej bilety przez internet, inaczej może się okazać, że trzeba będzie stać w godzinnej kolejce albo i lepiej. Tak też zrobiliśmy jednakże dziś przy śniadaniu spostrzegłem, że zarezerwowałem bilety dla wszystkich na miesiąc temu. Czyli na dzień, kiedy to rezerwowałem. Ręce mi opadły, wszak to 16 euro za jeden bilet. Sama pomyłka to nic, zdarza się. Nie mogłem zaś sobie darować tego, że w czasie rezerwacji dokładnie o tym pamietałem, żeby ustawić dobrą datę. Niestety system wyrzucał mnie dwa razy i za każdym razem przestawiał datę. Za którymś razem już po prostu to przeoczyłem. Byłem załamany tym błędem, ale niepotrzebnie. Okazało się, że na miejscu nie ma dużej kolejki – stałem z 15 minut. Cena każdego biletu jest wyższa o 1 euro, a o zwrot pieniędzy za tamte niewykorzystane bilety można się upomnieć pisząc na maila.(najlepiej zostawić sobie stare i nowe bilety).

 


La Sagrada Familia to symbol Barcelony. Budowa kościoła projektu Antoniego Gaudiego trwa od końca XIX w. Jej zakończenie planowane jest na 2026r, czyli po ponad 100 latach. Długo, ale Gaudi zwykł mawiać „Mojemu klientowi się nie śpieszy”:). Ogromne strzeliste wieże dochodzą do 100m wysokości. Po ukończeniu wieży poświęconej Jezusowi, Sagrada Familia stanie się najwyższym kościołem na świecie. Budowa nie jest finansowana przez rząd, a jedynie z pieniędzy darczyńców.

 

 

Gaudi w swoich pracach naśladował naturę, stąd wnętrze katedry wypełnione jest licznymi zdobieniami roślinnymi i zwierzęcymi. Same kolumny znajdujące się w głównej nawie przypominają gęsty kamienny las, na który składa się 36 „drzew” łączących się jedynie ze sklepieniem i 16 wkomponowanych w mury świątyni. Łączna liczba 52 to tyle ile jest wszystkich niedziel w ciągu całego roku z wyjątkiem Niedzieli Wielkanocnej. Symbolika w Sagradzie jest wszechobecna.

 

 

W krypcie znajduje się również grób Antonio Gaudiego, który zginął pod kołami tramwaju, w 1926 roku.

 


Zmierzając na La Ramblę mijamy kolejne ciekawe budowle będące ukłonem w kierunku Gaudiego – Casa de les Punxes oraz Casa Comalat.

 


Casa Mila zaś to już jego dzieło. Budynek powstał w 1910 r. na zlecenie przedsiębiorcy Pere Mili. Barcelończycy mówią na niego La Pedrera, czyli kamieniołom. W projekcie tym Gaudi nie używał prostej kreski, stąd fasada budynku przypomina wzburzone morze.

 

 

Na dachu architekt stworzył kominy przypominające kształtem dym. Bilet kosztuje 20 Euro, ale warto zobaczyć od wewnątrz chociaż jeden budynek Gaudiego.

 

 

Dalej kierując się na La Ramblę można podziwiać kolejny budynek Gaudiego: Casa Batllo, którego kształt podobno odzwierciedla legendarną walkę św. Jerzego (patrona Katalonii) ze smokiem. Dach pokryty jest dachówką przypominającą łuskę gada. Biała, cylindryczna wieżyczka symbolizuje najpewniej miecz świętego wbity w korpus smoka. Balkony mogą symbolizować czaszki, razem z filarami w kształcie kości w innych częściach elewacji będące szczątkami należącymi do ofiar bestii.

 


Casa Bruno Quadros popularnie nazywany „Domem parasoli” nie jest autorstwa Gaudiego, ale jego egzotyczne zdobienia również przykuwają wzrok.

 

 

Jesteśmy na La Rambla-głównym deptaku Barcelony, miejscu, gdzie ilość sprzedawców magnesów jest równa sprzedawcom marihuany, haszu i koki. Co chwilę ktoś zagaduje, że może coś załatwić. Zwykle są to młodzi mężczyźni często nieźle ubrani, stoją całymi dniami na ulicach i obserwują turystów. Hiszpania ma najwyższe w Europie bezrobocie wśród młodych ludzi. Bez pracy jest tam połowa osób poniżej 25 roku życia. Jest to dwa razy więcej niż średnia we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Nic dziwnego, że Barcelona jest owiana złą sławą, jeśli chodzi o złodziejstwo. Nazywana jest wręcz stolicą złodzieji. Według National Geographic barcelońskim metrem podróżuje ok. 600 kieszonkowców dziennie. Taka robota się opłaca. Czasem na farcie można zarobić i 8tys. euro. Kara za wpadkę nieporównywalnie mała. Za niską szkodliwość czynu idzie się do paki na 3 dni, a żeby wyjść natychmiast można zapłacić 200 euro kary. Tak twierdzi rumuński złodziejaszek z Las Ramblas, który w swoim kraju dostałby 3 lata odsiadki.

 

Ulica La Rambla powstała w dawnym korycie rzeki. „Raml” po arabsku oznacza właśnie rzekę.
Na środku znajduje sie La Boqueria – targowisko, którego początki sięgają 1217r. Fajnie to wszystko wygląda, jednakże dania obiadowe są drogie. Spróbowaliśmy jakiś rodzaj calzone, które okazało się być bardzo kiepskie i sok owocowy niestety był rozwodniony. W mojej opinii szału nie ma.

 

 

Po powrocie do domu nasza gospodyni wręczyła nam swój telefon z przetłumaczoną wiadomością dla nas. Podobno głośno się zachowywaliśmy zeszłej nocy. Richard wrócił późno i nie mógł spać. A później jeden z nas wszedł do nich do pokoju i biedna Carol się bardzo wystraszyła i tez już nie mogła zasnąć. Rano zaś, zmęczony Richard tez nie mógł spać, bo hałasowaliśmy. Napisała, że jeśli się to powtórzy, to będziemy musieli opuścić ich gniazdko. Hmm faktycznie hałasowaliśmy trochę po powrocie. To, że Adam wszedł w pół śnie do ich pokoju, no… przypadek. Ale rano, że Richard nie mógł spać?? No kurczę, nawet nie wiedzieliśmy, że ktoś jest w domu, nic nie powiedzieli. A rano nie hałasowaliśmy tylko najnormalniej w świecie robiliśmy śniadanie i się szykowaliśmy. Jesteśmy na wakacjach, nie będziemy mówić szeptem. Powinni się liczyć z tym, wynajmując komuś pokój. Tak swoją drogą to oni nie mają warunków, żeby wynajmować cokolwiek.

 

 

Dziś wieczór z Flamenco:). Wiedziałem, że Flamenco to taki taniec gdzie ładna Pani w ładnej kiecuni sobie tańczy i przy tym tupie nóżkami, jednakże to co zobaczyłem naprawdę mnie zaskoczyło. Cóż za energia!! Cóż za ekspresja!! Oni się rzucają wręcz po tej scenie jakby nie kontrolowali swoich ruchów, przez co wszystko wygląda na freestyle. Super, polecam bardzo. Wybrałem dla nas 30-minutowy pokaz w Los Tarrantos za 15 euro. Inne są znacznie droższe po 20 parę lub nawet 30 euro.

 


Tak dla formalności, flamenco to zjawisko kulturowe związane z folklorem andaluzyjskich Cyganów. Tańcem tym opowiada się historię najczęściej miłosną. Posiada swe korzenie w dawnych religijnych tańcach orientalnych. W dzisiejszej jego postaci dopatrzyć się można wielu elementów tańca hinduskiego, takich jak ruchy ramion, dłoni i palców, a także używanie nóg jako instrumentu perkusyjnego. Prawdopodobnie taniec ten pochodzi bezpośrednio od hinduskiego tańca katak.

Dziś mieliśmy multum atrakcji. Dużo też się nachodziliśmy. Na zasłużoną paellę z owocami morza idziemy do kanjpki La Fonda w bocznej uliczce od La Rambli. Pychotka:).

Zostaw Komentarz