MACEDONIA Część 1: Mogło być gorzej

wpis w: MACEDONIA | 0

DZIEŃ I
04.10.2016

Dziś lecimy do Macedonii. Na razie sobie smacznie śpię, jako że spakowałem się dzień wcześniej. W planie było jeszcze skoczyć do sklepu po bułki i zrobić kanapki na drogę a później już tylko o 10:00 na pociąg do Katowic skąd mieliśmy wylot. Nie ma tak pięknie 7:30 dzwoni do mnie Gąti:
-Hawajski gdzie jesteś??
-No śpię…
-eeee, a nie powinieneś być przypadkiem na dworcu lub w drodze na dworzec?
-Nie??
-A to jedziemy innymi pociągami do Katowic??
-Nie…?? Poczekaj…(sprawdzam jeszcze raz bilety) …. JUSTYNAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!
Jeśli oglądaliście kiedyś serial z moim ulubieńcem Kennym Powersem, to w tym momencie film się stopuje i pokazuje się napis tytułowy > MOGŁO BYĆ GORZEJ.
Okazuje się, że nie na to patrzyliśmy obydwoje co trzeba, o 10 to my w Katowicach mieliśmy być, a nie wyjechać z Warszawy. Wylot mamy o 12 z kawałkiem. W grę nie wchodzi inny pociąg, wchodzimy na bla bla car o 7:40. Znalazłem gościa, który wyjeżdża z Wawy o 8:00 i będzie o pasującej nam godzinie w Kato, ale zanim go kliknąłem była 7:45, czyli za późno. Ogłoszenie staje się nieaktualne, jeśli jest mniej czasu do odjazdu niż 15 minut – spóźniłem się minutę. Jesteśmy na Śródmieściu, a furę odstawiliśmy wczoraj na Gocławek do rodziców Justy, żeby mieli na nią oko. Tu mamy jej furę, którą nie chciałem jechać w dalszą trasę, a ona była zbyt zestresowana zaistniałą sytuacją. O 8 przebijamy się przez zakorkowaną Warszawę, by o 8:30 już ruszyć w kierunku Kato. Zostawienie fury na parkingu na tydzień to koszt około 50zł więc opłaca sie. Cały plan podróży był tak ułożony, by tanio dolecieć do Macedonii, przejechać przez nią całą i wrócić bezpośrednio z Salonik do Warszawy. Pięknie …tylko mając teraz samochód w Kato na parkingu jest nam to zupełnie nie na rękę, ale cóż, zdążyliśmy. Na lotnisku zjawiliśmy się w tym samym czasie co reszta. Z WWA ludzie są tu…Gąti i Kasia są tu…Martyna i Boxi są tu…Boruta i Hubert są tu…teraz Hawi i Justa też są tu…Ekipa cała Oooo gotowa do wylotu!!:)

 

 

Przesiadkę mamy w Niemczech na lotnisku Frankfurt Hahn, jednakże do samego miasta jest półtorej godziny drogi. Mimo, że mamy tu kilka godzin to oczywiście mija się z celem bujanie tam, ale gdzieś przydałoby się wyjść. Boruta przepytuje w tym temacie obsługę lotniska odkrywając przed nami swoją umiejętność biegłego szprechania. Nie są zbyt pomocni twierdząc, że nic nie ma dookoła. W tym momencie rzuca nam się w oczy jakiś plakat uśmiechniętych ludzi popijających winko na tle rzeki. Okazuje się, że 20km stąd jest położone urokliwe miasteczko TRABEN- TRARBACH.

 

 

Taxa w dwie strony to koszt 15euro na osobę. Jest to idealny cel na spędzenie czasu pomiędzy lotami na tym lotnisku. Miasteczko otoczone jest wzgórzami, na których mieszkańcy uprawiają winogrono, z którego wytwarzają później wino do swych małych klimatycznych winiarni.

 

 

Przez miasto przepływa rzeka Mozela – jest ona lewym dopływem Renu płynącym przez Francję, Luksemburg i Niemcy.

 

 

Na jednym ze wzgórz znajdują się ruiny XIV wiecznego zamku Grevenburg.

 


Wylot z Niemiec do Skopje mieliśmy o 22:00, a na miejscu byliśmy o 24:00. W Skopje mieliśmy całe mieszkanko dla siebie z 3 pokojami, salonem i dwoma łazienkami. Koszt to 36zł os/dobę.

 

 

DZIEŃ I

05.10.2016

Nigdy nie widziałem takiego miasta jak Skopje, naprawdę. Nie chodzi o to, że jest piękne czy też nie, ale niepowtarzalne na pewno. Tylu pomników, rzeźb i zabytkowych budynków nasranych jeden na drugim nie widziałem nigdy:) Powiedziałem zabytkowych?? One tylko udają antyczne budowle, tak naprawdę powstały na mocy Projektu Skopje 2014.

 

 

Początkowo przeznaczono na ten projekt 80 mln euro jednakże wydano już 210mln euro. Przewiduje się, że całość będzie kosztowała 500mln euro. Wszystko zostało wybudowane za pieniądze podatników, w państwie w którym panuje 30% bezrobocie.

 

 

Projekt ten podzielił społeczeństwo, codziennie w stolicy odbywają się marsze bojkotujące władzę, a nowe drogie pomniki i budynki są obrzucane farbą na znak protestu.

 

 

Hitem jest również posąg przedstawiajacy Wojownika na Koniu. Wszyscy wiedzą, że jest nim Aleksander Macedoński ale nie mogli tak go nazwać bo o Aleksandra jak i o nazwę Macedonia wciąż trwa spór z grekami gdyż tak nazywa się również jeden z greckich regionów. Macedonia chcąc wstąpić do Unii Europejskiej pod tą nazwą, jest wziąż vetowana przez Grecję. W zasadzie nie ma takiego państwa jak Macedonia. W dokumentach ONZ figuruje jako Była Jugosłowiańska Republika Macedonii. Macedończyków określa się jako naród południowosłowiański jednakże premier wszczął badania, które miały udowodnić antyczne pochodzenie.  Wygląda mi to na wielki chaos nie tyllko w mieście czy rządzie ale również w tożsamości narodowej mieszkańców tego państwa powstałego po rozpadzie Jugosławii.

 

 

Kolejnym fantastycznym przejawem kiczu są donice w rzece Wardar, w których rosną drzewa w samym środku miasta.

 

 

Po drugiej stronie rzeki zaś znajduje się Stara Čaršija czyli stare targowisko uznawane za serce miasta zwane Małym Stambułem. Na wąskich uliczkach wypełnionych straganami i kawiarenkami panuje nieco orientalny klimat.Główną budowlą jest Meczet Mustafa Pasza-największy meczet muzułmański w Macedonii.

 

 

Stąd idziemy zobaczyć twierdzę Kale a w zasadzie tylko jej mury bo tyle zostało z tej VI wiecznej budowli bizantyjskiej. W planach jest odbudowanie tego kompleksu. Zaczęto od kaplicy chrześcijańskiej, na co protest podniosła ludność muzułmańska twierdząc, że wcześniej była w tym miejscu ich świątynia, i to ją powinien rząd odbudować. Oczywiście prace stanęły w połowie, a końca tego konfliktu również nie widać.

 

 

Kolejny punkt programu to dom Matki Teresy z Kalkuty, która urodziła się w Skopje. W 1979 roku została laureatką pokojowej nagrody nobla, a we wrześniu 2016 roku została świętą. Kanonizacja Matki Teresy poruszyła część społeczeństwa, która twierdzi, że taka święta to ona jednak nie była. Rzekomo zamiast uśmierzać ból chorym zalecała im cierpienie na wzór Chrystusa „„Uważam, że to piękne, kiedy biedni akceptują swój los, doświadczając męki Chrystusa. Myślę, że cierpienie biednych ludzi bardzo pomaga światu”.Rzekomo zebrane pieniądze w dużej części przeznaczała na propagowanie i nawracanie na chrześcijaństwo zamiast na pomoc ubogim. Nie wiem, nie mi to oceniać, niech to robią inni. W każdym razie ciekawa postać.

 

 

Ostatnim punktem naszego zwiedzania jest góra Vodno na którą wjeżdżamy kolejką linową. W niej właśnie zaczynamy świętować moje 32 urodziny. Myślałem, że zapomnieli, ale i tak byłem przygotowany. W tym samym momencie gdy już nie wytrzymałem i sam wyciągnałem flaszkę, ekipa na czele z moją Najuko pojawiła się z torcikiem i szampanem:D Na szczycie znajduje się postawiony w 2002 r. Krzyż milenijny – najwyższy chrześcijański krzyż na świecie mierzący 66m wysokości, którego widać z odległości 100km.

 

 

Na kwadracie świętujemy dalej moje urodziny i w szampańskich humorach wychodzimy na nocny spacer. To też jest HIT!! Na głównym placu pod pomnikiem Wojownika na koniu zebrał się tłum ludzi. Definitywnie jest impreza, ale pytanie kto gra?? DJ YOUTUBE 😀 Na wielkim telebimie po prostu lecą teledyski z youtube’a, z głośników wydobywa się muzyka a wszyscy wkoło się bawią.

 

Zostaw Komentarz