MALEDIWY / SRI LANKA 4 : Rroarrr!! Lwia Skała

wpis w: MALEDIWY / SRI LANKA | 0

Dzień 9

20.06.2018
A więc jesteśmy w Negombo. Wybraliśmy to miejsce na nocleg, ponieważ jest bliżej lotniska niż Colombo. Nie wziąłem jednak pod uwagę, że autobusy do Sigirii następnego dnia i tak odjeżdżają tylko z Colombo. Musielibyśmy i tak tam jechać, by tłuc się 6 godzin z przesiadką. Ta komplikacja sprawiła, że od razu chcieliśmy wziąć drivera z Negombo do Sigirii. Miałem zakodowane w głowie, że na Sri Lance wszystko jest tanie jak barszcz, a ten przejazd będzie kosztował 30zl. Niestety zjadłem jedno zero i to już nie wyglądało tak fajnie dla low costowego podróżnika.
Śniadanie było naprawdę słabe i marnie podane w knajpie, którą wybraliśmy. Podał omlet bez niczego a pózniej dopiero poproszony przyniósł tosty. Tosty były przedwczorajsze i ledwo ciepłe. Nie no nędza. Plaża w Negombo też ssie. Cena przejazdu to około 15000 rupii, czyli 320zl. Stargowaliśmy to na 10 tys. czyli 230zl. Trudno tak musi być. Fajnie się jechało przez 3,5h przez te lankijskie wioski, było na co popatrzeć.

 

 

Tym razem nasz hotel (Lakmini Lodge Sigiriya) wygląda bajecznie, a jest w cenie tego syfu z ostatniej nocy. Z tarasu mamy widok prosto na Lwią Skałę. Okolica jest pełna uroczych knajpek i restauracji.

Pod Lwią Skałę dochodzimy z buta w 30 min., ale dziś wybieramy się na sąsiednie wzniesienie – Pidurangala, żeby zobaczyć Sigiriję przy zachodzie słońca. Wejście na Sigiriję kosztuje 30 dolarów, a to miejsce 500 rupii, czyli 11 zł. Od Sigirii do Pidurangali idzie się kolejne 30 min. Mija się małpy. Nie są groźne, ale nie należy ich mamić żadnymi gadżetami. Poza tym bez obaw na pewno będą was odprowadzać okoliczne kundelki. Wejście na górę zajmuje 30min., ale ostatni odcinek do najprostszych nie należy. Z dzieckiem nie wejdziesz, bo trzeba się po wspinać trochę po skałkach. Widok jest jednak wart zachodu.

 

 

O dziwo jeden z piesków odprowadził nas na sam szczyt. Baliśmy się o niego ale jak widać ma swoje ścieżki:) Kobiety muszą zakryć ramiona i nogi, bo Budda patrzy:) Leżą tam dwa posągi, które nie są przyzwyczajone do takich widoków. Na dole mnich rozdaje chusty, by się odziać.
Wiedzieliśmy, że tuk tuk na dole powinien wziąć od nas 200 rupii wiec, kiedy chciał 300 to podziękowaliśmy, żeby nas gonił i prosił czy może nas zawieźć. Nie zrobił tego wiec odeszliśmy. Jechał jakiś samochód. Od niechcenia machnąłem ręką.Chłopaki mimo, że mieli ciasno zatrzymali się i nas zabrali za free. Dwóch było z Sri Lanki a jeden z Arabii Saudyjskiej chyba. W każdym razie Arab. Gdy to mówił wyczuliśmy jakby jego obawę co sobie pomyślimy. Na pewno spotkał się z różnymi reakcjami białych ludzi na jego pochodzenie. My natomiast pogadaliśmy sobie z nimi w najlepsze na koniec wymieniając się numerami telefonów, gdyż jeden z nich jeździ tuk tukiem w Kandy gdzie będziemy za parę dni.
Czas na kolacje. Wybór jest duży. Trafiliśmy do familijnej knajpki, spoko, ale nie urywa.

 

 

Teraz już szybko do domu, bo się ściemniało, a po zmroku grasują tu dzikie słonie, przed czym ostrzegał nas plakat na naszej toalecie:)

 

 

Dzień 10

21.06.2018
Dzień zaczął się wyśmienicie. Idąc do Lwiej Skały napotkaliśmy taplającego się w rzece słonika. Był z opiekunem, który pozwolił nam porobić sobie z nim foty, pogłaskać i nakarmić. Słonik był uroczy i kochany. Justynka była wzruszona ze szczęścia, że wreszcie spotkała tego sympatycznego zwierzaczka.

 

 

Niestety drugi raz jak spotkaliśmy słonie, te łzy zmieniły się już w łzy smutku. Obok znajduje się Elephant Safari gdzie można wykupić sobie przejażdżkę na słoniu. Słonik ma nogi skute łańcuchami i jest prowadzony przez gościa z kijem zakończonym szpikulcem. Przy nas nic złego się nie wydarzyło, ale i tak nie był to przyjemny widok.
A ci ludzie jadący na tym słoniu… Naprawdę nie wiem co to za frajda. Siedzisz na słoniu, który bardzo powoli cię wiezie, patrzysz z góry na okolicę, ale nie ma tam przecież nic takiego wow. Jest niewygodnie i trzęsie cię co chwilę. Fajny ze mnie chłopak i całkiem lotny, ale cztery lata wstecz możliwe że byłbym jedną z tych osób. Gdy planowaliśmy wtedy podróż do Indonezji, patrzyłem na różne atrakcje i układałem plan. Faktycznie wtedy zastanawiałem się czy nie skorzystać z dwu dniowej wyprawy przez dżunglę na słoniu. Brzmiało nieźle. Przed oczami miałem sceny niczym z Indiany Jonesa czy innych filmów przygodowych. Niestety wszystko rozchodzi się o brak świadomości. Nie miałem z tym nigdy styczności. Nigdy wcześniej nie czytałem ani nie oglądałem żadnej publikacji na temat tego, jak słonie są traktowane i jak cierpią. Od tamtej pory wiele się zmieniło i cieszę się, że nie skorzystałem nigdy z tej atrakcji. Mam nadzieję, że ci, co taką przejażdżkę odbyli nie byli zbytnio zadowoleni i przekażą swoim znajomym, że nie warto z tego korzystać.

 

 

Na początek Sigiriya, Lwia skała. Mimo, że wczoraj byliśmy na sąsiedniej skale to dziś decydujemy się wejść również tutaj za 30 dolców. No nie na co dzień można podziwiać ruiny z V wieku na takim wzniesieniu. Mimo, że niewiele z nich zostało to świadomość tego jest wystarczająca, ponadto widok też robi swoje. Także uważam, że blogerzy, którzy piszą o tym, że lepiej wejść tylko na tą tanią górę bez wchodzenia na Lwią Skałę nie mają racji. To jak? Chcecie poznać tę kulturę i historię czy oszczędzać na każdym kroku?
Tu droga w górę jest zdecydowanie łatwiejsza wchodzi się po schodach i rusztowaniach. Zajmuje około 30min . Mimo to rodzice z dziećmi nie dochodzą na sam szczyt. Nie jest, aż tak prosto.

 

 

Sigirija to miasto wzniesione na skale przez Króla Kasappę. Przeniósł on tutaj stolicę kraju z Anuradhapury, której zagrażali Tamilowie z płd. Indii. Według legendy Kasappa zabił swojego ojca – ówczesnego króla i wygnał z kraju swego brata. Były to modne w tamtych czasach praktyki. Zdecydowanie Kasappa był trendy. Brat Kasappy zaś uciekł do Indii, ale po latach powrócił z wojskiem, dlatego król Cejlonu przeniósł stolicę na skałę tak, żeby mu nikt nie podskoczył. Brat widział to inaczej, podążył za nim i wygrał bitwę pod Lwią SkałąKasappa zaś stwierdził, że popełni samobójstwo przebijając się mieczem. W jego ślady poszły również jego żony rzucając się ze skały w przepaść. Po tych wydarzeniach Sigiriję porosła dżungla, ludzie zapomnieli o tym starożytnym mieście aż do XIX wieku, kiedy to na nowo ją odkryto.

 

 

Nazwa Sigirii – Lwia Skała bierze się oczywiście od tego, że wyrzeźbione są w niej lwie łapy a kontur skały przypomina lwią grzywę. Myślałem, że będą one wyryte u samego podnóża skały, jednakże dopiero na wyższym poziomie można je podziwiać.

Stamtąd bierzemy tuk mistrza, który dopytywał czy pamiętamy go z wczoraj. Już nie kombinowaliśmy i za umówioną cenę 1700 rupii pojechaliśmy do Dembulli gdzie znajduje się Złota Świątynia.

Groty w Złotej Świątyni powstawały w bardzo różnych okresach. Najstarsze pochodzą z I w p.n.e. a najnowsze z XVIII-w. Znajduje się tu w sumie 150 posągów buddy.

 

Zostaw Komentarz