SINGAPUR / MALEZJA / INDONEZJA 01: Mamy ten sam lot

PROLOG
Szczerze?? Nigdy nie byłem z dziewczyną sam na, sam na tripie dłuższym niż weekend. Nigdy również nie byłem na tripie, który trwałby aż miesiąc. To będzie premiera🙂 Mówiono mi, że miesiąc to za mało, żeby zwiedzić Malezję, Indonezję i Singapur. Mówiono, że lepiej zająć się dokładnie jednym krajem. Nie posłuchałem 🙂 Przygotowania do podróży trwały długo. Chciałem mieć rozpisany plan podróży, zanim kupimy bilety lotnicze. Nie chciałem strzelać w przypadkowe daty a później się denerwować, że nie starcza mi czasu, żeby wszystko zobaczyć. Długo czekaliśmy na bilety i wcale nie wyrwaliśmy jakiejś mega promocji. Kosztowały nas 2700 zł za połączenie Warszawa > Helsinki > Singapur i z powrotem. Wszystko przez to, że tym razem musieliśmy się zmieścić w konkretny przedział czasowy: po weselu przyjaciół Justynki a przed porą deszczową w Malezji. Na cenę miało wpływ również to, że nie chcieliśmy mieć przesiadki w żadnym islamskim mieście typu Istambuł czy Paryż 🙂
Moje przygotowania poszły o level wyżej dzięki Ipadowi Justyny. Już nie ciągnąłem ze sobą makulatury na drugi koniec świata tylko wszystko (bilety, rezerwacje hoteli, opisy miejsc, mapy offline) miałem na tym urządzeniu. Mapy Offline to jest sztos!! Warto wejść na Google maps i tam użyć opcji zaznacz obszar. Zaznaczasz kwadrat 120km na 120km i masz do niego dostęp nawet bez połączenia z netem. Na tą mapkę naniosłem swoje punkty, dzięki czemu w każdym momencie podróży wiedziałem gdzie jestem.
No to kolejną przygodę życia czas zacząć:)

 

 

DZIEŃ I
08.09.2017
Podczas podróży napotykamy wiele stresujących sytuacji. Lot sam w sobie może być już stresujący, walka z czasem, żeby gdzieś zdążyć, to czy twój bagaż spełnia kryteria rozmiarów i czy nie wypieprzą ci czegoś z niego. Można się stresować turbulencjami i zastanawiać czy akurat nasz samolot nie zacznie spadać. Siedząc na lotnisku w Helsinkach okazało się, że do listy możemy spokojnie dopisać jeszcze jeden stresik związany z praktyką zwaną… Overbooking.

Polega to na tym, że linie lotnicze wiedząc ile procent pasażerów statystycznie nie pojawi się na lotnisku, wyprzedaje więcej biletów na dany lot niż ma miejsc w samolocie. Overbooking ma miejsce, wtedy gdy jednak wszyscy chętni się pojawią na lotnisku. Ktoś nie poleci. Szkoda, że nie te osoby, które kupiły bilety jako ostatnie. Linie lotnicze przeprowadzają losowanie. Przykładowo może się tak zdarzyć, że lecisz z rodziną na wakacje i tylko ty jeden zostaniesz „wyrzucony” z samolotu. Może to spowodować wiele komplikacji w twojej podróży, jeśli miałeś wszystko ładnie zaplanowane, ale jeśli nie to możesz na tym nawet zyskać. W ramach rekompensaty linie lotnicze oferują różne rzeczy: darmowy lot, gotówkę (w UE 250-600 euro w zależności od dystansu naszego lotu), miejsce w biznes klasie, nocleg + wyżywienie, mile do programu miles & more). Taka rekompensata sprawiła, że pojawili się ludzie, którzy starają się o to, by zostać wyrzuconymi z samolotu (bumping). Na forach internetowych dają sobie wręcz wskazówki co robić by padło na nich, np. wybierać loty na mocno obleganych trasach.
Interes jak widać się opłaca. Rekordzista w tej materii Delta Airliness w ciągu trzech miesięcy potrafił wyrzucić z samolotu 30 000 pasażerów.

Tym razem na nas nie padło i szczęśliwie zasiedliśmy na swoich miejscach w samolocie. Pierwszy raz lecieliśmy liniami Finnair. Podróż przebiegła elegancko. Miałem wiele rzeczy przygotowanych na te 12 godzin lotu, ale skończyło się głównie na spaniu:)

Do Singapuru dolecieliśmy o 17:00. By wydostać się z lotniska skorzystaliśmy z taksówek. Na wielu lotniskach taksiarze rzucają się, skaczą, krzyczą, żeby wybrać ich i z nimi pojechać. Tutaj jest kolejka każdy grzecznie czeka, ceny są stałe i rozpisane na tablicy. Jedyne co to trzeba zwrócić uwagę, do jakiego samochodu cię pokierują. Niektóre są bardziej komfortowe przez co droższe.
Koszt dojazdu z lotniska do centrum miasta to około 60zł. Jedzie się około 25 min. Co ciekawe autostrada łącząca lotnisko z centrum wygląda na bardzo fajnie zagospodarowaną. Po bokach posadzono w równiutkich odstępach palmy a na środku niższe drzewa i krzewy. Jak się okazało, rośliny usytuowane na środku nie są zakorzenione w ziemii a stoją w donicach. Wszystko po to by w razie jakiś problemów na lotnisku, można było je usunąć a autostrada mogła spełniać rolę awaryjnego pasa do lądowania.

Wzięliśmy nocleg z dolnej półki cenowej – Bunc Hostel. Łóżko podwójne w hostelu w pokoju 8-osobowym to koszt 70zł za os. Jesteśmy w Azji, ale Singapur tanim miastem nie jest. Mimo, że jest jednym z najmniejszych państw świata należy do najzamożniejszych. Jest jednym z najważniejszych światowych portów, jak i centrów finansowych Współczesny Singapur został założony jako brytyjska kolonia w 1819 roku przez przedstawiciela Kompanii Wschodnioindyjskiej, Sir Stamforda Rafflesa. Przed przybyciem Brytyjczyków, Singapur był słabo zaludnioną wyspą zamieszkałą głównie przez malajskich rybaków.

Singapur to najbezpieczniejsze państwo świata. Mówi się, że gdy w Singapurze chcesz zarezerwować stolik w restauracji to kładziesz na nim portfel lub telefon:)
Wszystko przez bardzo surowe przepisy prawa. Już za drobne wykroczenia jak jedzenie czy picie w publicznych środkach transportu grozi grzywna do 3300 euro. Chodzenie nago po mieszkaniu, plucie na ulicy, przyklejanie gumy jest również srogo karane. W sklepach obowiązuje zakaz sprzedaży gum do żucia. Można je nabyć jedynie w aptekach na receptę. Za wandalizm można iść do więzienia nawet na 3 lata. Obowiązuje tu kara śmierci oraz powszechna jest kara chłosty.

 

 

Jest super. Powietrze jest ciężkie, ale jest super:) Swoje pierwsze kroki podczas wieczornego spaceru kierujemy na przystań. Miasto przygotowuje się do ulicznego wyścigu Formuły 1, więc przejście przez ulice jest utrudnione. Zamiast przechodzić normalnie na pasach, przechodzimy przez galerie handlowe, kładki prowadzące do kolejnej galerii handlowej aż wychodzimy na tarasach z widokiem na przystań i słynny hotel przypominający okręt – Marina Bay Sands.

 

 

Jeden z najbardziej ekskluzywnych hoteli na świecie – Marina Bay Sands został otwarty w 2010 roku. Wcześniej faktycznie tak jak nazwa wskazuje były tu piaski. Został wybudowany za 8 miliardów dolarów przez spółkę Las Vegas Sands. W hotelu znajduje się 20 restauracji, teatr, najwyżej położony basen na świecie na wysokości 200m. oraz jedno z najdroższych kasyn na świecie, gdzie za samo wejście trzeba zapłacić 100 SGD (260zł). Koszt wjechania na ostatnie piętro, by móc podziwiać panoramę Singapuru to 25 SGD (65zł).
Na wschód od hotelu zaaranżowano nowoczesny park miejski Garden by the Bay.

 


Singapurskie drzewa (Supertree Groove) były głównym punktem naszej obecności w tym futurystycznym mieście. Przechadzanie się wśród nich przywoływało na myśl obrazy z Avatara.
Wysokie na 25-50m. drzewa to żelbetonowe konstrukcje będące jednocześnie ogrodami dla 200tys. egzotycznych roślin. Drzewa generują energię słoneczną, służącą do oświetlania okolicy, gromadzą wodę deszczową, nawadniającą roślinność i zasilającą okoliczne fontanny. Po zmroku zaś drzewa mienią się różnokolorowymi światłami.

 

 

Na kolację udaliśmy się do chińskiej dzielnicy na słynną Food Street. Jest to typowe miejsce pod turystę. Ceny również są pod turystę a jedzenie jest po prostu spoczko. My znamy już duuuużo lepsze miejsce do jedzenia w Singapurze, ale podzielę się nim z Wami później:)

 

Zostaw Komentarz