SINGAPUR / MALEZJA / INDONEZJA 03: Kuala Lumpur czyli Karaluchy pod poduchy

DZIEŃ III
10.09.2017
Dojechaliśmy do Kuala Lumpur w środku nocy. Taksówką pojechaliśmy do Chinatown gdzie mamy nocleg. Na ulicach jest pusto, przemykają tylko szczury. Dosyć ponura ta dzielnia i jakaś taka zapyziała. Nasz nocleg jest zamknięty. Nie ma tu recepcji czynnej 24h. Budzimy złotozębą właścicielkę, która otwiera nam zaspana drzwi. Heh górną szufladę w gębie miała całą ze złota:) Ona zaś poszła obudzić swojego pracownika śpiącego na korytarzu. „Jerry Jerry Jacob is Here”. Roztrzepany chłopak wstał i w półśnie powtarzając sobie „Ohhh Jacob is Here” podszedł do nas. Jerry pokazał nam pokój. Było źle, ale nie było też odwrotu. Mamy jedno okno, które wychodzi do kuchni. Od razu przy nim ustawiony jest stół i ławy, także spodziewam się wczesnej pobudki i libacji do późnego wieczora właśnie w tym miejscu. Nic teraz nie wymyślimy innego. Jak coś to po prostu jutro zmienimy nocleg. Natalie guesthouse (22zł os) nie jest raczej godny polecenia, ale dla Jerry’ego serduszko:)

 

 

O dziwo załamana wcześniej Justynka, rano powiedziała mi, że całkiem dobrze spała i w sumie nie musimy zmieniać tego lokum. Jakoś się przemęczymy. Byłem w szoku. Wtedy właśnie spomiędzy plecaków wyskoczył karaluch. No więc znowu było źle 🙂

Jesteśmy w samym centrum chińskiej dzielnicy, na Petaling Street , z mnogością straganów z ubraniami i jedzeniem. Znajduje się tu również Pasar Seni Central Market gdzie można kupić najróżniejsze pamiątki. Zjedliśmy parę przekąsek i popiliśmy prawdziwą chińską herbatą. O Boże co za koszmar!!

 

 

My kierujemy się na początku jak zwykle do światyń. Guandi Temple to taoistyczna świątynia poświęcona bogowi wojny o imieniu Guandi. Często modlą się tu policjanci i żołnierze, bo jest on również patronem sztuk walki oraz stania na straży bezpieczeństwa.

Druga chińska swiątynia nosi nazwę Sze Ya Temple. Słynny jest zwłaszcza ołtarz położony na środku świątyni – podobno okrążenie go 3 razy przynosi szczęście. Akurat pada deszcz więc okrążamy go 3 razy i przez godzinkę odpoczywamy wdychając kadzidełka.

 

 

Niedaleko jest jeszcze jedna świątynia – Sri Maharammaman Temple, ale ją oglądamy tylko z zewnątrz.

 

 

Przestrzegano nas, żebyśmy uważali na siebie w Kuala. Jerry zaś twierdzi, że jest okej. Jedna dzielnica jest tylko taka porąbana, ale jest ona daleko na północ i trzeba by naprawdę zbłądzić, żeby tam trafić. Singapur był pierwszym miastem, jakie Justyna zobaczyła w Azji, dlatego widok Kuala Lumpur był jak zderzenie z podłogą. Singapur był zbyt piękny, zbyt idealny, żeby go pokazywać jako pierwszy. Zdecydowanie odstaje on od reszty azjatyckich miast a Kuala jest po prostu typowe. Trochę syfu, trochę szczurów, trochę bezdomnych w kartonach na placach zabaw.
Takie widoki mijaliśmy idąc do centrum handlowego Pavillion. Ceny w Kuala Lumpur są już dużo niższe niż w Singapurze, więc na ostatnim piętrze na tzw. Ulicy japońskiej mogliśmy zasiąść w restauracji i zjeść pyszne sushi. Na którymś blogu ktoś napisał, że można się tutaj poczuć jak w Japonii. No chyba śnisz!! Postawili różne dekoracje japońskie, kwiat wijaśni okej, bardzo fajnie. Ale jak ty poczułaś się tam jak w Japonii to ja nie wiem… Jedź następnym razem do Tropical island w Niemczech to się poczujesz jak na Seszelach.

 

 

W centrum tym znajduje się wypasiony sklep komiksowy DC Comics Super Heroes (Lot 5.11.00, Level 5, Pavilion KL, 168, Jalan Bukit Bintang, ). Z wielkim samochodem Batmana oraz np. monetą Two Face’a. Poszułem się jak w komiksie:D

 

 

W centrum handlowym poczekaliśmy do zmroku. Stąd mieliśmy już blisko do słynnych Petronas Towers. Wieże mają wysokość 452 metrów. Od 1998 roku, kiedy to zostały wybudowane do 2004 roku były najwyższymi budowlami świata. Architektura wież nawiązuje do sztuki islamskiej, jako że głównym wyznaniem w Malezji jest właśnie islam.

 

Aby umyć każdą wieżę tylko raz, potrzeba około miesiąca. Petronas Towers były głównym miejscem akcji filmu „Osaczeni” z Seanem Connerym i Catherine Zeta – Jones. Wygibasy Katarzyny zdecydowanie zapadły w pamięci, ale nie naśladowaliśmy ich. Ograniczyliśmy się do naszych własnych spędzając tam około 2 godzin i fotografując wieże z każdej strony. Od godziny 20:00 co pół godziny pod Petronasami odbywa pokaz fontann. Bardzo przyjemna rzecz.

 

 

Okolice wież to zdecydowanie najprzyjemniejsza część miasta. W innych częściach tak kolorowo już nie jest.
Na nocleg zostajemy jednak w Natalie Guesthouse, tyle że barykadujemy się przed karaluchami. Każdy możliwy otwór łatamy papierem toaletowym. Z powodzeniem:)

 

Zostaw Komentarz