SINGAPUR / MALEZJA / INDONEZJA 05: Bo herbatę się pija by zapomnieć o hałasie świata

DZIEŃ V

13.09.2017

 

Tanah Rata okazuje się być małym miasteczkiem gdzie wszystko oddalone jest w odległości 15 minut spacerkiem. Cameron Highlands zostało odkryte w 1885 roku przez Brytyjczyka Williama Camerona. Niedługo potem koloniści urządzili tam sobie sanatorium, a kilkadziesiąt lat póżniej miejscowość stała się kurortem turystycznym

 

 

W tym górzystym kurorcie położonym na 1440 m.n.p.m. temperatura jest niższa niż np. w Kuala Lumpur, toteż jest on chętnie odwiedzany przez Malajów. Architektura w miasteczku przypomina Holandię/Austrię/Szwajcarię. Coś w ten deseń. Przyjechaliśmy tu wcześniej by nie musieć biegać na wariata i szukać biura podróży, które zawiezie nas na wzgórza herbaciane. Okazuje się, że nic takiego nie miałoby miejsca. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki dla turysty. Większość ludzi jedzie oglądać herbatę z rana, my zaś wybraliśmy się nieco później, 13:40. Tym samym nie spotykaliśmy praktycznie żadnych innych turystów. Agencja zaoferowała nam lepszą cenę niż taksówkarz (50 rm /os), a przewodnik zawiózł nas tak naprawdę w kilka miejsc. Na początek las deszczowy. Występuje w nim min. Rafflesia endemiczna roślina niemająca korzeni, łodyg ani liści. Nasz przewodnik naprawdę rzetelnie podszedł do tematu. Dobrze mówi po angielsku i opowiadał nam o wszystkim, co widzieliśmy dookoła.

 

 

Dziś od rana niebo było zachmurzone, dopiero teraz na nasze szczęście chmury się podniosły a oczom ukazały się piękne wzgórza herbaciane. Po to tu przyjechaliśmy, zobaczyć jak rośnie herbata. A rośnie naprawdę pięknie.

 

 

Gdy już nasyciliśmy się widokiem wzgórz, przewodnik zabiera nas do fabryki firmy BOH – Best Of Highlands, największej firmy malajskiej zajmującej się uprawą herbaty.

 

 

W ich siedzibie można zobaczyć maszyny, poznać trochę historii firmy, obkupić się w sklepiku, a także usiąść na tarasie i popijając herbatkę nasycać się widokiem na kolejne wzgórza.

 

 

Będąc w Malezji non stop popijaliśmy Teh Tarik. Jest to wynalazek hinduskich imigrantów, powstały po II wojnie światowej jako napój dla robotników. Charakteryzuje się tym, że jest mocno wstrząśnięty, spieniony poprzez przelewanie go z naczynia do naczynia z dużej wysokości. Składa się z czarnej herbaty, skondensowanego mleka. Może być o smaku waniliowym lub karmelowym.

 

W pakiecie mamy jeszcze zwiedzanie ogrodu motyli oraz plantację truskawek. Normalnie byśmy się tu nie wybrali, ale skoro jest już to wliczone to okej. Ogród motyli jest dosyć zapyziały, ale w sumie nigdy takiego dużego i pięknego motyla na ręce nie trzymałem. Truskawki tutaj zaś robią za atrakcję turystyczną, są na każdym kroku. Wielkie bannery i ozdoby zapraszające do odwiedzenia kolejnych plantacji. Truskawki uśmiechnięte i truskawki roztańczone. Truskawkowy szał, tyle że ja mam własne w ogródku za domem 🙂 Fajnie jest widzieć jak bardzo miejscowi starają się uatrakcyjnić okolicę, i zrobić z takiej normalnej rzeczy jak truskawki atrakcję na miarę Disneylandu.

 

 

Po powrocie do Tanah Rata czeka nas już tylko chillout. Jemy pyszną kolacyjkę w food court’cie przy głównej ulicy, popijamy małym piwkiem za 17zł w iście europejskim barze oraz idziemy na masaż po bardzo atrakcyjnej cenie. Oooo tak tego było nam już trzeba:)

Zostaw Komentarz