SINGAPUR / MALEZJA / INDONEZJA 07: Langkawi is closed

DZIEŃ VIII

16 wrzesień

O dziwo nie pada jeszcze… Dziś lecimy na Langkawi. W zasadzie nie wiadomo po co. Liczymy na to, że jednak mimo wszystko będzie tam co robić. Pracownik hostelu w Penangu twierdził, że zaczęła się już tam pora deszczowa i wszystko jest zamkniete. Jemy znów u Sheryl. O 12 godzinie jedzenie u niej jest jeszcze ciepłe.Na zimno podane też było bardzo smaczne. Stołują się tu sami lokalesi min. właściciel naszego hostelu wiec tzn. że to sprawdzona marka w okolicy. W Red garden z kolei większość klientów to biali. Obok znajduje się ciekawy hotel Blue mansion, ale można wejść tylko z przewodnikiem o stałych godzinach 11, 14… Za 20rm. Nie ma ciśnienia.
Mimo, że nasz doradca wydawał się mieć dużą wiedzę, mylił się bardzo. Langkawi nie było zamknięte.Tętniło życiem. Wszystkie atrakcje były dostępne. Warto rozmawiać z ludźmi i słuchać ich rad, ale jeszcze bardziej warto cedzić te informacje przez swoje własne sito. Zjawiliśmy się dosyć późno, ale taksiarz zdarzył nas dowieźć do noclegu i od razu zabrać na Sky Bridge, główną atrakcję Langkawi.

 

 

Na most zawieszony na wysokości 700 metrów wjeżdża się kolejką pod najostrzejszym kącie na świecie. W tym momencie Justynka mnie poinformowała o swoim lęku wysokości. Zdziwiło mnie to bo już jeździliśmy różnymi kolejkami, ale faktycznie tamte dla niej to był mały miki. Na moście cała była roztrzęsiona i sztywniutka. Prowadziłem ją za rękę, ledwo co mogła cieszyć się tym pięknym widokiem. Ze sky bridge widać już tajlandzkie wysepki. Zrobiłaś to zuchu!! Jestem z Ciebie dumny 🙂

 

 

Przełamałaś swój lęk. Wróciliśmy na kwaterę. Było źle. Pajęczyny i pająki nad łóżkami. Brak klimy. Zamiast tego zakurzony wiatrak, od którego się mogą w każdej chwili odkleić brudy i polecieć ci w twarz. Najgorsze jednak było to, że w ścianach było około 30 sporych otworów wentylacyjnych, którymi mogło wejść wszystko do środka. Na tą chwilę siedział w nim tylko jeden gekon, ale gdy go przepędziłem i poszedłem na dwór, zobaczyłem, że siedzi ich więcej.Przepedzając je od zewnątrz, cztery wskoczyły do środka. Łazienka nie była lepsza, tam też już czekał jeden gekon. To zadecydowało, że idziemy zjeść i przy okazji szukamy innego lokum. Nie było to łatwe, ale ostatecznie znaleźliśmy dobry nowy hotel z basenem na dachu za 100 ringgitów od osoby. Finnos guesthouse był jedynym noclegiem, który porzuciliśmy w czasie naszej podróży.

 

 

Jesteśmy w Azji już trochę czasu a dopiero dziś była sposobność, by zjeść tajskiego pad thai’a.Smacznie, ale bez wariacji. Na głównej ulicy Pantai Chenang straganów od pyty, aż do późnych godzin nocnych. Do 24 siedzą co poniektórzy, żeby tylko sprzedać jeszcze jedną parę kąpielówek.

 

 

Po ostatnich wydarzeniach w Rimini mam oczy dookoła głowy idąc nocą na plaże. Robię to niechętnie, ale super że dałem się namówić. Nigdy nie byłem w takim miejscu, bowiem o zmroku na plaży ustawia się kilka straganów z jedzeniem i alkoholem. Przed każdym ustawione są małe stoliczki i karimaty oraz leżaki w kierunku szumiącego morza. Wokół każdego siedziska porozstawiane są świeczuszki nadające romantyczny klimat, z głośników leci chillowe reagge a nieopodal grupa miejscowych piromanów zabawia się z ogniem. Klimat jest świetny:)

 

 

DZIEŃ IX

17 wrzesień

Późno wstajemy, jemy śniadanie i myślimy co by tu porobić. Czy aby na pewno jest co, skoro już niby po sezonie. Pogoda jest w sam raz. Nie ma mowy o żadnym deszczu. Idziemy na plażę. Ludzi jest bardzo mało, ale aktywności do wyboru sporo. Można się jak najbardziej pokąpać. Pojeździć na skuterze wodnym, bananie, spadochronie ciągniętym przez motorówkę. Niestety ceny tych atrakcji wcale nie są powalające, 15 minut na skuterze wodnym to koszt 150zl.

 

 

Jest już późno mimo to znajdujemy sobie o 14 wyjazd ze zorganizowaną grupą na island hopping. To z kolei ma świetną cenę 26 zł za 4 godziny pływania po wodach morza andamańskiego.

 

 

Pierwsza atrakcja to jezioro w malowniczej lagunie.

 

 

Druga – karmienie orłów, które są symbolem Langkawi.

 

 

Trzecia to postój na ładnej plażyczce i znowu czas na kąpiel.
Dla nas to nowość widzieć, że w wodzie pluska się więcej ludzi w ubraniach niż strojach kąpielowych. Pierwszy raz widziałem by dziewczyna kąpała się we wszystkim, co miała na sobie. Oczywiście to wymóg religii więc się nie wtrącam, tylko obserwuję zakochaną parę z otwartą buzią. Ach te ich igraszki w wodzie. Ona się kładzie a on ją podtrzymuje i kręci wokoło. Wyszła cała mokra, ręcznika nie miała, bo nic by jej i tak nie dał, ciuchów na przebranie nie miała. Zamiast tego tą mokrą szatę przewiązała swoim pareo nie wiedzieć po co:) Pokrętna logika ale jakaś tam logika może i jest. To jest ta różnica kulturowa, luz …gorzej, kiedy 3 dni chodzi w jednych ciuchach a późnej wskakuje w nich do basenu. Na szczęście przy nas nic takiego nie miało miejsca.

 

 

Dodatkową atrakcją samą w sobie było pływanie tym speedboatem. Nasz kapitan momentami prowadził go tak na kozaku, że serce skakało do gardła. Jechał na przykład wprost na skałę, jak gdyby miało się tam otworzyć tajne wejście do głównej kwatery Człowieka ze złotym coltem. W ostatniej chwili jednak zmieniał kierunek i cisnął tuż przy skale.
Na początku Pantai Chenang znaleźliśmy niepozorną knajpkę, z pysznym jedzeniem w bardzo dobrych cenach. Najedliśmy się raz tam, po czym zrobiliśmy obchód po straganach, żeby się nam ułożyło i wróciliśmy tam na drugą turę. Knajpa nazywała się D’Lima Cafe. Kalmary w panierce w sosie słodko pikantnym, smażony ryż z krewetkami podany w ananasie, makaron z owocami morza tak delikatnymi i pysznymi jak nigdy wcześniej. W ogóle teraz zmieniam zdanie na temat seafood. Do tej pory myślałem, że tylko krewetki są pyszne a reszta po prostu okey bo jest nieco taka gumowata ale okey. A tu się okazuje, że kalmary i ośmiorniczki gdy są świeże i dobrze przyrządzone nie są wcale gumowate. Szok i niedowierzanie!!!🙂

 

Zostaw Komentarz