SINGAPUR / MALEZJA / INDONEZJA 10: Jedz, módl się, kochaj na Bali

DZIEŃ XIV

23 wrzesień
Jesteśmy wreszcie na Bali. Wyśnionym Bali. Wyśnionym nie przeze mnie. Przez Polskę. W wyobraźni wielu mieni się to miejsce jako rajska wyspa. Przed przyjazdem tutaj byłem na różnych spotkaniach z podróżnikami opisującymi to miejsce oraz przewertowałem fora internetowe. Dowiedziałem się, że nie jest wcale tak kolorowo. Byłem sceptycznie nastawiony i gotowy okroić do minimum pobyt tutaj. Tak więc żeby nie trzymać was dłużej w niepewności – BALI wg. mnie jest…zajebiste 🙂 Ale rajską wyspą nie jest. Rajskie wyspy zaczynają się właśnie dalej na wschód.
Bali ma niepowtarzalny klimat…taki baśniowy. W tej tropikalnej scenerii na każdym kroku można natrafić na jakieś posągi. Różnią się od tych, do których zostaliśmy przyzwyczajeni w naszej kulturze. Nie ma tu monumentów sławnych ludzi, nie ma Papieża, żadnego króla czy Lecha. Są za to posągi demonów, smoków itd. Jest ich naprawdę dużo. Do tego świątynie na każdym kroku. Większość domów i hoteli ma swoje świątynie, mniejsze lub większe. To jest główny czynnik wpływający na niezwykłość tego miejsca. U nas w ogrodzie codziennie rano domownicy modlą się przy róznych figurkach, rozsypują płatki kwiatów na chodniku i odpalają kadzidełka gdy my jemy śniadanie na altance przy basenie. Jest tu wiele miejsc godnych polecenia, jednakże tu zaczynamy zauważać jak bardzo pazerni na hajs potrafią być mieszkańcy.


No i trzeba wspomnieć, że w wielu miejscach walają się góry śmieci. To przykre. Za jakiś czas utoną w tych śmieciach i Bali przestanie być kierunkiem marzeń. Brzmi to podobnie jak to, co czytałem o indonezyjskich rybakach. Używali czegoś niedozwolonego do połowu ryb. Tłumaczono im, że jeśli nadal będą tak robić to po prostu ryby w tym miejscu wyginą i skończą się połowy co za tym idzie dochód. Nie rozumieją tego. Pieprzona krótkowzroczność.

Zdecydowaliśmy się na samochód z kierowcą, by zwiedzić wszystkie interesujące nas miejsca na wyspie. Uważam ten wybór za strzał w dziesiątkę. Było nas dwoje, ale przy czterech osobach to w ogóle bajka cenowa by była. Wayan woził nas czasem 12h, czasem 10h. Dojechanie w niektóre miejsca na skuterze byłoby bardzo trudne, namęczyłby się człowiek niemiłosiernie moim zdaniem. Zresztą nasz kumpel, który był w tym samym czasie na Bali. I to od dwóch tygodni objechał jedynie teren od Kuty do Ubud. A Ubud to dopiero było nasze miejsce startowe.

Wayan nasz opiekun z hotelu był również naszym kierowcą. Co drugi na tej wyspie to Wayan. Bardzo sympatyczny chłopak. Na początek zabrał nas do swojego domu gdzie poznaliśmy jego rodzinę. Zanim się obejrzeliśmy już pojechał na skuterze do swojego wujka parę domów dalej by zerwac z drzewa świeży kokos. To jest różnica. Ten kokos, którego piliśmy w Malezji był na kilka łyków, tu zaś piliśmy i piliśmy a w końcu musiał nam przelać jego zawartość do 1,5 litrowej butelki.

 

 

Spytaliśmy Wayana czy gdzieś kiedyś podróżował i czy ma jakieś marzenia podróżnicze.
Wiecie żyjąc na takim Bali może nie marzysz o rajskich wyspach w tropikach, ale oglądając telewizję może wpadło Ci kiedyś do głowy, że chciałbyś zobaczyć Rzym, Paryż??
Nic z tych rzeczy. W jego marzeniach zawsze były jakieś 3 miejsca na Bali. Dwa już widział, ale jedno nadal pozostaje w sferze marzeń. Hmm gdybym mieszkał na takiej wyspie od urodzenia i chciał zobaczyć coś, co jest na mojej top liście to jako nastolatek pewnie bym wybrał się tam z chłopakami. Gdybym nie miał pieniędzy pewnie bym stopem się tam zabrał. Zresztą na tych skuterkach przecież oni od małego jeżdżą więc nie byłoby problemem poświęcić jednego weekendu na taki trip, żeby spełnić swoje marzenie. Hmm może tu nie myśli się o takich rzeczach. Może praca jest najważniejsza od najmłodszych lat i żeby związać koniec z końcem. Spytaliśmy, czy może jego znajomi gdzieś dalej się zapuszczali. Niektórzy płynęli na Gili Islands, ale właśnie za pracą. Zawsze wracali. Chyba nie ma tam archetypu podróżnika. Nie jest to nikomu potrzebne i nie myśli się o tym.

Wayan zabrał nas na początku byśmy zobaczyli wodospad Sekumpul. Już na parkingu zlecieli się przewodnicy.Jeden szczególnie chciał nas namówić na swoje usługi. Twierdził, że bez przewodnika się nie da. Że nie dość, że opowiada to dba o nasze bezpieczeństwo. Przechodzi się tam przez rzekę po śliskich kamieniach. Bywały bardzo przykre sytuacje i od tamtej pory nie puszczają samych turystów. Podziękowaliśmy. Za chwilę natrafiliśmy na budkę gdzie musieliśmy uiścić opłatę. Podano nam cenę z przewodnikiem. Więc pytam jaka cena bez przewodnika. Taka sama. Co za bezsens. Czytałem na necie, że wejście tutaj powinno kosztować 15 tys. Rupii, zamiast tego płacimy 150 tys. Może podrożało.

 

 

Przewodnicy mają swoje tury. Nam przypada ten cwaniak co przyleciał do nas na parking i chciał 200 tys. Jest niesmak, ale będzie za moment jeszcze większy. Idąc do wodospadu, przewodnik opowiada nam o roślinkach, o swojej restauracji, o kawie. Po jakiś 500 m. mówi żebyśmy szli za jego synem a on za momencik dołączy do nas. Podchodzi do jakiejś budki i tam płaci. Idąc dalej zapala sie nad moja głową żaróweczka i wszystko to zbieram do kupy. Tu była właściwa kasa biletowa gdzie płaci się te 15 tys. Na górze jest jedynie budka naciągaczy kasujących frajerów. Wiedząc o tym, że zostaliśmy nabici w butelkę postanowiliśmy, chociaż skorzystać z tego przewodnika. Daliśmy mu nasz sprzęt, żeby nam porobił foty przy wodospadzie w każdej możliwej pozycji. Zabrał nas później do swojej restauracji na degustacje kawy. Wypiliśmy wszystko za free i do głowy nam nie przyszło żeby cokolwiek u niego kupić. Wyprowadził nas stamtąd inną drogą tak żebyśmy ominęli tą budkę z właściwymi biletami.

 

Na powrocie zajeżdżamy zobaczyć najczęściej fotografowaną świątynie Bali – Pura Ulun danu Bratan leżącą nad jeziorem Bratan.

 

 

Jest to świątynia hinduistyczna poświęcona bogu Shivie, powstała w XVII wieku.

 

 

Dziś więcej już nie damy rady zobaczyć. Wracamy do hotelu gdzie szybko wskakujemy do basenu, a następnie idziemy na kolację. Ubud jest bardzo przyjemne, nie tak gwarne, jak Kuta, ale i tutaj jest wiele restauracji, sklepów z fajnymi ciuchami i biżuterią. Jest co robić wieczorami, shopping w tym miejscu nas pochłonął:)

 

Zostaw Komentarz