SINGAPUR / MALEZJA / INDONEZJA 14: Pięć plag Lembonganu

DZIEŃ XVIII

27 wrzesień

Zostały nam jeszcze dwa noclegi na Bali we wschodniej części wyspy, w luksusowym kurorcie na wybrzeżu w miejscowości Amed. To nasz najdroższy nocleg podczas całego wyjazdu, za który zapłaciliśmy już z góry. Na nasze nieszczęście…a jeszcze większe nieszczęście mieszkańców wulkan Gunung Agung budzi się ze snu i grozi wybuchem. Z bezpośrednio zagrożonego obszaru ewakuowano już 40 tys. osób. Pozbawieni swych domostw i gospodarstw zostali przetransferowani do świetlic, szkół itp. w innych częściach wyspy. W Ubud również pojawiło się wiele osób w tym dzieci chodzących po ulicach i zbierających pieniądze. Dzwoniłem do naszego hotelu. Babeczka twierdziła, że u nich wszystko spoko i działają normalnie. Nie wierzę w to. Wczoraj jak spytałem taksówkarza ile kosztowałby kurs do Amed to myślałem, że mi wysprzegli. On z kolei myślał, że w obliczu takiej tragedii wiszącej nad jego rodakami robię sobie jaja. Nikt nie jeździ teraz w tamten rejon, wszyscy uciekają. Ziemia drży co 10/15 min. Fajnie tak plażować? Żeby tam wogóle dojechać, to trzeba jechać bardzo blisko wulkanu, dlatego może i by się ktoś na to zgodził ale za cenę 200% wyższą. O tym wulkanie to w ogóle dowiedziałem się od mojej mamy. Tyle, że w Polsce oczywiście poszło info, że Bali jest ewakuowane. Całe Bali nie jest zagrożone, tylko ten obszar. W pozostałych częściach wyspy życie biegnie swoim torem.

 

WiFi nadal nie działa u nas na kwadracie więc ciężko cokolwiek zaplanować. Zrezygnowaliśmy z dwóch noclegów w Amedzie na Bali i chcielibyśmy już prze teleportować się na Gili. Jak się okazuje, po sezonie łodzie kursują tylko z rana. Jesteśmy udupieni. Zostajemy na Bali kolejne dwa dni…albo robimy cokolwiek innego. Są jeszcze takie wysepki na południe od Bali. Nusa Penida i Lembongan, na którą właśnie mamy zamiar się wybrać. Wayan wykonuje dla nas rezerwacje i oznajmia, że bus po nas będzie za 15 minut. Pobiegliśmy w popłochu się pakować. Jak zwykle okazało się ze niepotrzebnie, bo jednak jeszcze z godzinę czekaliśmy na tego busa. Koszt takiego transferu 300rupii/os. Samo dopłynięcie tam było atrakcją. Speed boat wyskakiwał w góre i opadał z impetem non stop przez 30 minut podróży. Po dotarciu na brzeg naszym oczom ukazała się wreszcie plaża z piękną turkusową wodą. „Wreszcie” bo na Bali nie dotarliśmy na żadną plażę oraz „wreszcie” bo na Bali nie ma ponoć tak ładnych plaż.

 

 

Nie mieliśmy WiFi, wiec i nie mieliśmy noclegu na tej wyspie, co za tym idzie, nie mieliśmy też darmowego transportu do niego wliczonego w całość podróży. Zasiedliśmy w jednym z barów na plaży i zaczęliśmy szukać czegoś na bookingu. Po odwołaniu rezerwacji (którą nie wiemy czy uznają) mieliśmy dużo kasy do zagospodarowania na najbliższe dwie noce. Wybór padł na Penada …resort. Szofer zawiózł nas do hotelu położonego na wzgórzu. Droga wyglądała fatalnie, wszędzie budowa, śmieci krzaki, cały czas pod górę w kurzu i po nierównościach. Dojście stad do centrum to byłby dramat. Oglądamy pokoje. No jest bardzo ładnie i czysto, jest również klima i normalna łazienka. Bierzemy mimo ceny – 1mln rupii za noc czyli 270zl za dwie osoby. Mamy luksus. Jest basen z barem oraz widok na plażę i ocean.

 

W jakim celu powitalne soki nazywane są welcome drinkami? Nie wiem. Powinni mówić na to Welcome Juice, ale spoko. Nigdy jeszcze nie byłem w takim miejscu. Coś nowego. Na terenie hotelu widać tylko troje ludzi oprócz personelu.Barman polewa nam long island a my bujamy się w wodzie przy rytmach reagge, takie chwile są na tak:).

 

 

Na bookingu była niższa cena tego noclegu, ale sprytny Indonezyjczyk z brakami w angielszczyźnie oraz brakami w uzębieniu szybko zakomunikował, że na bookingu nie jest wliczony shuttle bus, który będzie nas woził gdzie tylko chcemy. Bardzo mały jest ruch na tej wyspie wiec bez problemu byśmy pośmigali skuterkiem ale nie. Wieź mnie skurczybyku, król się bawi złotem płaci:) Wynaleźliśmy sobie jakiś warung do jedzenia. Justynka jak zwykle marnie wybrała kurczaka curry. Dostała zupę warzywną. Moja kolacja zaś była bardzo przyjemna Ayam bamboo bali sauce..chyba jakoś tak. Na słodko i przyjemnie. Z knajpy zadzwoniono po naszego szofera, który za chwilę się zjawił i odstawił nas do hotelu.

 

DZIEŃ XIX
28 wrzesień

Zaczynamy pobudkę wczesnym rankiem od krzyku Justyny, że pod prysznicem jest martwy karaluch. Mimo, że leży na plecach ja go profilaktycznie kill him raz i drugi na dokładkę, owijam w papier i utylizuje w kiblu. Robię klasyczny przysiad, a gdy wstaję okazuje się, że karaluch ma się nadal dobrze i próbuje wygramolić się z kibla. Nie na mojej warcie karakanie, adieu.
Justyna budzi się z jakąś wysypką na rękach i nogach. Nie ma niczego w zasięgu wzroku co by ją pogryzło wiec najprawdopodobniej to wina wody albo tej w basenie, albo pod prysznicem, bo leci tam słona woda. Mnie zaś z tego wszystkiego chyba posrało. Chciałbym wiedzieć, która knajpa i który szamunek mnie tak urządziła. Mam takie marzenie, że po śmierci zasiądę na chmurce obok Pana Jezuska i będzie możliwość cofnięcia pilotem do dowolnego momentu z naszego życia i obejrzenia go z różnych kamer. Mam zamiar rozwikłać w ten sposób wiele zagadek min. Tej indonezyjskiej srakuny.
Nie jest lekko, ale nie możemy dać się złamać. Szofer wiezie nas na początek do apteki, a następnie robi obwózkę po wyspie. Pierwszy przystanek to Mangroove Forest. Krótkie przepłynięcie po lesie mangrowym. Obserwacja drzew rosnących prosto z wody jest miłym spędzeniem czasu…na 20 minut. I tyle właśnie trwa ta atrakcja.

 

 

Kolejny punkt programu to dwie plaże i devils tears. Tyle się natłumaczył, tyle nagadał, że tylko skuterem tam się da dojechać, a jak przyszło co do czego to okazało się, że wszystko jest w jednym miejscu.

 

 

Jest to najbardziej atrakcyjna część wyspy, zapewne z najdroższymi hotelami. Znajduje się tu Dream Beach. Bardzo przyjemna plażyczka z fajnymi falami .

 

 

Devils Tears to miejsce, w którym woda uderza z impetem w skały, zasysa się w jamie skalnej i po chwili tryska niczym gejzer. Trzeba uważać by nie podejść za blisko do krawędzi robiąc foty. Bywały sytuacje, że woda zmywała turystę ze skarpy. Bodajże dwa lata temu jeden Chińczyk tak stracił życie.

 

 

Gwoli ścisłości nadal nie mamy odpowiedzi odnośnie odwołania naszej rezerwacji w Amedzie, ale liczba ewakuowanych wzrosła do 75 tys osób.
Jakoś dawałem sobie radę w ciągu dnia. Po powrocie do hotelu parę razy przysiadłem na tronie, po czym wybraliśmy się na kolację do oddalonej 15min. z buta pizzerii. Zaczęło ponownie mnie brać już w drodze, ale doszedłem do knajpy i tam załatwiłem sprawę. Podano nam pizzę. Zjadłszy jeden kawałek, zaczęły oblewać mnie zimne poty. Zrobiłem się blady i na siedząco zacząłem odpływać. Miałem mroczki przed oczami a całe ręce mi zdrętwiały, tak że palce zesztywniały. Byłbym zemdlał tam, gdyby Justyna nie kazała mi się wachlować. Tymi sztywnymi łapami, pół świadomy zacząłem machać menu, i jakoś wróciłem do rzeczywistości. Nie miałem siły, by wracać do domu, więc zadzwoniliśmy po szofera by nas odwiózł. To była ciężka noc. Wystraszyłem się, że to może pokrzyżować nasze plany. Jutro mamy zamiar przetransportować się na Gili Islands. Niechciałbym żeby na łajbie mnie dopadło. Pierwszy raz coś takiego mi się przydarzyło.
Nad ranem obudził nas jakiś hałas w łazience. Wycieńczony poszedłem na przeszpiegi. Jako, że łazienka w ramach wentylacji nie była do końca zabudowana, od góry wlazł nam gigantyczny jaszczur. Król jaszczurów przysięgam. Pokrzyczałem i po uderzałem w ściany klapkiem tak, że zniknął, ale branie prysznica odbywało się już na oriencie. Wychodząc rzuciłem okiem jeszcze na umywalkę, w której zadomowiły się właśnie mrówki. Cała chmara. Ale to już nie nasze zmartwienie. Pięć plag zostawiamy za nami i płyniemy dalej. I tak było pięknie:)

 

Zostaw Komentarz