WEST COAST USA 1: Wszystko możemy…nic nie musimy

wpis w: WEST COAST USA | 0

Miałem w tym roku w ogóle nigdzie dalej się nie ruszać. W zamyśle było parę weekendówek po Europie lub przebujanie się stopem przez Skandynawię. Wszystko przez ograniczone fundusze. Jednakże, plany się nieco zmieniły, gdyż moja ulubiona drużyna grała w tym sezonie zbyt dobrze. Mowa o drużynie koszykarskiej Golden State Warriors, która miała stanąć przed szansą osiągnięcia czegoś wielkiego, pobicia rekordu zwycięstw wynoszącego 72 mecze przy jedynie 10 porażkach ustanowionego 20 lat temu przez legendarnych Chicago Bulls z Michael’em Jordanem na czele. Historia pisała się na naszych oczach, a ja postanowiłem, że zrobię wszystko by być tam, w Kalifornii w czasie finałów NBA.
Golden State Warriorsto moja ulubiona drużyna, od 2007 roku, wcześniej sympatyzowałem jedynie z Latrellem Sprewellem – zawodnikiem Golden State, który zakończył swoją przygodę z Tą drużyną gdy zaczął dusić trenera. To jedna z trzech drużyn obok Boston Celtics i New York Knicks, które są w lidze od początku jej powstania.
Golden State to popularne określenie Kalifornii, wywodzące się z okresu gorączki złota. Warriors zdobywali czterokrotnie mistrzostwo NBA. Dwa pierwsze to zamierzchłe czasy trzecie w 1975 roku, już jako Golden State Warriors. Ostatni tytuł wywalczyli po 40 latach przerwy w 2015 roku, pokonując w finale nielubianych przeze mnie Cleveland Cavaliers 4:2 czyli Lebrona Jamesa i jego świtę.
2 marca 1962, zawodnik Warriors, Wilt Szczudło Chamberlain, zdobył 100 punktów w meczu przeciwko New York Knicks, co jest do dziś rekordem  NBA.
Podczas gdy ja zbierałem ekipę na wyjazd i czyhałem na tanie bilety do Stanów, Wojownicy faktycznie pobili legendarny rekord Byków. 73 zwycięstwa przy 9 porażkach. To był HIT!! Jednakże mówi się, że sezon to jedno a gra w playoffs to zupełnie co innego.
Kluczowy gracz to oczywiście Steph Curry. Mówią na niego Baby Face Assasin i określają mianem snajpera, jakiego jeszcze w koszykówce nigdy nie było. Pobija wszelkie rekordy. W 2015 roku ustanowił rekord trafionych trójek w sezonie – 286. W tym roku zaś pobił swój rekord, trafiając 402 razy!! W momencie, gdy szykowałem się do podróży trwały playoffy, gdzie gra się do 4 zwycięstw. Wygrywaliśmy wtedy z Portland 2:0 mimo, że Steph Curry nie grał, bo doznał lekkiej kontuzji…ale co będzie dalej?? ?? Lecę tam dla nich, na finały, jeśli odpadną po drodze, cały misterny plan pójdzie w pizdu.

Ułożenie całego planu podróży było tym razem trudniejsze, gdyż nie znałem dokładnych dat, kiedy będą odbywały się finały. Na podstawie analizy poprzednich lat, przyjąłem prawdopodobne daty i odstępy między kolejnymi meczami. Nie wiadomo też czy finał zamknie się w 4 spotkaniach, czy w 7.Asekuracyjnie rozpisałem wszystko na 7, a w zasadzie miałem przygotowany każdy wariant. Gdy już wszystko wyliczyłem, wystąpiłem o urlop. Akurat wtedy okazało się, że jedna koleżanka z mojego wydziału w tym terminie musi iść do sanatorium – kolejny termin dają jej za 10 lat. Załamałem się na moment, ale przysiadłem znowu do mojego planu i poprzestawiałem wszystko jeszcze raz, żeby zminimalizować dni kiedy mnie nie będzie w pracy. Teraz dostałem zielone światło od szefa. (Jak się później okazało, tak naprawdę sytuacja i tak by się sama rozwiązała, gdyż ja w międzyczasie i tak dostałem nowe zadania w terenie, a w moje miejsce pozyskano do wydziału innego kolegę. Cała kombinacja ze zmianą planu byłaby niepotrzebna, gdybym nazywał się Marty McFly i podróżował do przyszłości Deloreanem.)
Wielu z nas kocha koszykówkę, interesuje się nią od ponad 20 lat. Każdy z tych chłopaków ma gdzieś z tyłu głowy, że chciałby kiedyś zobaczyć na żywo mecz NBA. Jest to nasze marzenie, gdzieś tam głęboko skryte, uśpione na co dzień. Musi nastąpić jakiś bodziec, by przeskoczyło w miejsce marzenia do spełnienia „Tu i teraz, zapalone na czerwono jako priorytet. Dla mnie takim bodźcem był niewątpliwie historyczny wynik sezonu Golden State, ale inspiracją był Wieczny Tułacz NYC – który poleciał do Stanów na całe finały w 2014 i opisał to dokładnie od kulis. http://wiecznytulacz.blogspot.com/2013/06/jak-kupic-bilet-na-fina-nba.html
Czytałem go i
myślałem sobie, skoro ten chłopak z Polski taki jak ja to zrobił to znaczy, że ja też mogę. Czas by spełnić to marzenie małego Kuby, który wychodząc ze szpitala po zapaleniu opon mózgowych, dostał swoją pierwszą koszulkę Szerszeni i śledził pierwszy raz w życiu Finały NBA, gdzie Rockets gromili Magic w ’95 . Mam nadzieję, że moja relacja będzie również dla kogoś bodźcem, by spełnić to marzenie.
Jak wiecie podróżuję zwykle lowcostowo, ale trip do Stanów na Finały NBA do tanich nie będzie należał-oszacowałem go na 13tysi. Pozostaje mi jedynie zredukować koszty, tam gdzie się tylko da. Punkt pierwszy: zebrać ekipę 4 osobową by opłacalne było wypożyczenie samochodu i obniżyć koszta noclegów.
Szukanie osób chętnych na taki trip nie należy do łatwych, ale udało się tym razem nie posiłkując się forami podróżniczymi. Informacja na facebooku wśród znajomych wystarczyła dlatego FB zawsze u mnie na propsie.
Pierwszy do ekipy dołączył Mateusz znany jako Ematei założyciel najlepszego i największego obecnie portalu na temat hip hopu w Polsce czyli Popkiller. Mati jednocześnie jest menagerem imprezowym w moim ulubionym klubie BAL. Niegdyś freestylowiec walczący na wielu bitwach w całym kraju na wolno. Drugi członek ekipy to brat Emateia Marcin, który wraz z nim prowadzi stronę Popkiller. Chłopaki przeprowadzili masę wywiadów z raperami ze Stanów i właśnie to mieli zamiar robić również na tym tripie, to był ich priorytet. A ja nigdy nie przeprowadzałem wywiadu z raperami ze Stanów co oznaczało, że bardzo chciałem wziąć udział w czymś takim.
Trzecią naszą współtowarzyszką została Iza, którą poznałem kilka lat temu w Karmelu. Iza lubi tańczyć, słucha rapu, podejmuje szybkie decyzje Lecę, ile pieniędzy Ci przelać??:D Podczas gdy chłopaki są raczej spokojne, Iza miała stanowić o równowadze w naszym teamie, będąc nieco bardziej zwariowaną osobą:)

Długo wyczekiwałem na bilety w dobrej cenie aż wreszcie pojawiły się loty z Oslo do San Francisco za 1800zł liniami Virgin. Zakupiłem niestety tylko 2 dla siebie i Izy, z nadzieją, że to jakiś błąd lub pojawią się następne. Tak, tak jestem w gorącej wodzie kąpany i już nie mogłem wytrzymać. Lubię to uczucie kliknięcia przy zarezerwowaniu sobie jakiegoś lotu, brzmi wtedy dużo bardziej melodyjnie niż zwykłe „klick:D Dzwoniłem do Flipo czy jest szansa jeszcze na więcej biletów w takiej cenie, lecz niestety zostały już tylko po 3400zł. Pozostało mi szukać tanich biletów dla chłopaków w innych liniach lotniczych. Znalazłem po 2200zł również z Oslo. Myk jest taki, że żeby dolecieć z Oslo i wrócić później przez Londyn trzeba dokupić dodatkowe bilety w tanich liniach lotniczych. Opłaciłem te przeloty swoimi punktami w Wizzair a ekipa mi oddała. Także mój koszt wszystkich przelotów do Stanów i z powrotem wyniósł całkowicie 1300zł. BANG!! :D

 

DZIEŃ 1
25.05.2016
Spotkaliśmy się na Chopina koło 7 rano. Wylot mieliśmy o 8. Ja Spakowałem się pięknie w mój nowy plecak 40L, zostawiając sobie jeszcze trochę miejsca, by w razie problemów na lotnisku móc go sobie uformować odpowiednio by nadal robił za bagaż podręczny. Moja ekipa nie wytrzymała tej presji i wszyscy jak jeden mąż wykupili dodatkowy bagaż rejestrowany na wszystkie loty, przy czym też nabrali dużo więcej rzeczy. Ja zaś, jako że miałem najlżej musiałem pomagać im z ich bagażami, żeby nie tracić czasu na przystanki co chwilę. Część osób wie, że po wielu podróżach stworzyłem regulamin podróżowania ze mną, który daję do przeczytania przed zdecydowaniem się na trip. Właśnie w tym momencie ustawiam sobie przypomnienie w komie, by dopisać do niego kolejny punkt; „ Pakuj swój bagaż na wyjazd tak byś był w stanie sam go sobie nosić”:D


Pierwszy przystanek to Oslo, gdzie, żeby wszystko skleić musimy wziąć nocleg. Jako, że już byłem kiedyś w Oslo to nie mam ciśnienia na zwiedzanie więc, zabieram ekipę na spacer i leżakowanie na plaży. Chłopaki przeżywają póki co ceny na witrynach sklepowych „Burger 50zł…kawa 20zł…wi-fi bezcenne”. Jednakże Wi-fi którym żywi się Mateusz było darmowe więc spoczko:)

Tak jak za pierwszym razem, tak i teraz jedzenie mam swoje, by broń Boże nie wydawać niepotrzebnie hajsu w tym drogim kraju. Wybrałem najtańszy hostel w mieście – Sentrum Hostel zwany czasem Sentrum Pensjonat.(najtańszy czyli 130zł za os/doba) Podczas gdy moi współtowarzysze chillowali, ja zszedłem na dół, by na komputerze dla gości obejrzeć 4 mecz rywalizacji GoldenState i Oklahomy. Ważyły się ich losy, jak i mojego tripu no i …przegrali. Stan rywalizacji wynosił teraz 3:1 dla Oklahomy. Było naprawdę źle. W całej historii ligi tylko 9 razy zdarzyło się, żeby serię wygrała drużyna, która przegrywała 3:1. To niespełna 4% wszystkich takich sytuacji. W hotelowym holu poznałem Pana Andrzeja, polskiego budowlańca z USA, który teraz pomaga swojemu przyjacielowi w remoncie hotelu. Pan Andrzej swoje lata już miał, swoje też widział. Wyglądał jak Sean Connery i robił wrażenie jako rozmówca. Poopowiadał mi trochę ciekawostek o US, trochę o tym, że lepiej pracować u niego w Polsce niż przyjeżdżać do Norwegii na zarobek i żyć jak szczur. Rozpracowując przy stoliku winko opowiedział mi o kobietach, które, wokół nas przemykały co chwilę. Dziwne, smutne, w jakiś płaszczach, same zasiadały w holu, czekały i znikały. Były brzydkie, pomarszczone i sponiewierane życiem. Sean Connery oznajmił mi, że to prostytutki, przyjeżdżające do Oslo tak na dwa miesiące na zarobek. Pomieszkują sobie w tym hostelu, mają zakaz przyprowadzania do niego klientów, także robią robotę najczęściej w autach. Jesteśmy w centrum Oslo, ale i w centrum sex biznesu, na naszej ulicy stoją prostytutki ze wschodu, na kolejnej jest bardziej egzotycznie, stoją same czarno skóre. Jest w czym wybierać :D Mało tego, nasz hostel jest miejscem zdarzeń znanych kryminałów norweskich autorstwa Jo Nesbo. (Za swą debiutancką powieść Człowiek – nietoperz Nesbø otrzymał literacką Nagrodę Rivertona oraz Szklany Klucz, obydwie przyznawane za najlepsze powieści kryminalne. Z kolei za powieść Czerwone gardło otrzymał w 2000 r. nagrodę norweskich księgarzy. W 2004 r. książka ta została wybrana najlepszym norweskim kryminałem wszech czasów). Jego fani przyjeżdżają specjalnie do tego pensjonatu i proszą o pokój głównego bohatera, policjanta Harry’ego Hole’a. Sprawdziłem – jego pokój to 301 …nasz 304. A pokoje starych prostytutek, wszystkie dookoła. Na końcu korytarza jest umywalka i lustro, w którym pindrzą się przed wyjściem na ulicę,oraz wspólna łazienka, do której próbuję się dostać, ale akurat kąpiel bierze dziecko jednej z nich. Schodzę na dół i zjadam kolację z dwoma bułgarkami. Myślę sobie, że przecież nie każda kobieta w tym przybytku musi być prostytutką i na pewno nie jest nią ta starsza Pani, która wstała o 5, żeby zjeść śniadanie…przed zwiedzaniem, przed wylotem czy przed czymś innym. Myśli się rozwiewają i aż wzdrygam, gdy sklejam, że była przed chwilą w kuchni ubrana w ciepłą kurtkę…a za chwilę pojawia się już w koszuli nocnej, co oznacza, że wróciła z nocy i za chwilę kładzie się spać, kiedy my wstajemy…Taka oto Bat-Women.

Zostaw Komentarz