WEST COAST USA 10: Podkuć Antylopę

wpis w: WEST COAST USA | 0

DZIEŃ 17
10.06.2016
Zarządzam wczesną pobudkę, gdyż dziś idziemy na loterię w Kanab. Aby dostać się w cudowne miejsce zwane The Wave trzeba wygrać loterię. Dziennie wpuszcza się tam 20 turystów. 10 wybranych przez internet i 10 na miejscu. Wystarczy, że jedna osoba z twojej ekipy zostanie wylosowana. Ekipa np. ma 4 osoby, to znaczy, że wszyscy idą a miejsc do podziału zostaje już tylko 6. Organizator próbował nastraszyć nas, że nie jest lekko na tym szlaku. Mimo rozmów z ludźmi, którzy już tam byli Mati odpuszcza. W sumie nic nie traci, bo nikt z nas nie wygrywa loterii. Ekipowy limit szczęścia wykorzystaliśmy w kasynie w Vegas.

 

 

Nic straconego, jedziemy do Kanionu Antylopy znajdującego się na terenie Indian Nawaho. Z tego powodu nasza karta tu nie obowiązuje i Indianom płacimy należny hajs.
Kanion Antylopy powstawał przez miliony lat wskutek wymywania piaskowca przez powodzie błyskawiczne. Właśnie przez te powodzie zwiedzanie jest możliwe tylko z przewodnikiem. Zarówno podczas deszczy monsunowych, jak i nagłych gwałtownych opadów woda nie wsiąka w kamienne podłoże, tylko szybko spływa w dół kanionów do Jeziora Powella.

 

 

W 1997 roku tego typu powódź spowodowana gwałtowną burzą z piorunami, doprowadziła do śmierci jedenastu turystów. Powódź przeżył jedynie przewodnik. Główną przyczyną tragedii było porwanie przez nurt drewnianych drabin prowadzących na zewnątrz kanionu. Po tym zdarzeniu zamontowano stalowe drabiny i zainstalowano system ostrzegający o nadchodzącym zagrożeniu.

 

 

Parę kilometrów dalej przepływa rzeka Kolorado, układając się w charakterystyczną podkowę. To piękne miejsce nosi nazwę Horshoe bend. Tutaj też zasiadam sobie na krawędzi.Trzeba jednak pamiętać o maksymalnym skupieniu i uwadze szczególnie na ludzi, którzy chcą zaraz po nas zrobić sobie zdjęcie. Ostatnimi czasy jedna blogerka pożegnała się tak z życiem, chcąc zrobić miejsce następnej osobie. Upadek w tym miejscu to lot z 305 metrów.

 

 

Nie wiem czego dokładnie spodziewać się po Monument Valley, ale podejmuję się przejechania tam 200 kilometrów mimo wszystko. Moja ekipa tym bardziej nie wie. Myślałem, że to po prostu droga i specyficzne skały w oddali i faktycznie tak było. Wyglądało to bardzo fajnie. Podjechaliśmy pod wjazd do tego rezerwatu. Tu również rządzili Indianie, więc trzeba było płacić za wjazd. Zastanawiałem się nad tym…hmm po co mam tam wjeżdżać skoro już z daleka zobaczyłem ten krajobraz. No ale dobra skoro już tu jesteśmy to wjedźmy. To byłby naprawdę gruuuuuuby błąd, gdybyśmy to odpuścili. Wrażenia są niesamowite i jeżdżąc między tymi skałami można poczuć się jak w westernie. Zresztą Marcin wie o tym nieco więcej:)

 

 

Monument Valley było tłem dla wielu westernów. Szczególnie to miejsce upodobał sobie John Ford reżyser takich filmów jak ” Dyliżans” czy „Poszukiwacze”. Tu również swój bieg przez Amerykę zakończył Forrest Gump.

 

 

Mieliśmy nocować u jednej babeczki z couch surfingu, ale zastaje nas noc, dojechalibyśmy do niej koło 24, poza tym mieliśmy spać tam w przyczepie campingowej i w namiocie a właśnie ponoć rozpętała się u niej burza. No nic szukamy czegoś po drodze, co wcale nie jest takie proste, by znaleźć coś w przystępnej cenie akurat w tej okolicy będącej w niedalekim sąsiedztwie od Wielkiego Kanionu – jednej z najpopularniejszych atrakcji Stanów Zjednoczonych. Zjeżdżamy do Tuba City gdzie znajdują się tylko dwa hotele. W pierwszym full. Drugi zaś to hotel Indian, trzy gwiazdkowy – Moenkopi Legacy Inn & Suites gdzie utargowaliśmy przystępną cenę i zostajemy. To właśnie jest ten paradoks, raz się śpi na nielegalu w parku stanowym, a raz w wypasionym hotelu z basenem spa i śniadaniem w cenie. Jest Pięknie:)

 

Zostaw Komentarz