WEST COAST USA 13: Straight Outta Compton

wpis w: WEST COAST USA | 0

DZIEŃ 20
13.06.2016
Compton to średniowieczny zamek w Wielkiej Brytanii … ale dziś mało nas to interesuje. Niegdyś oddzielne miasto a obecnie wcielone w granice Los Angeles stanowi jedną z dzielnic tego megalopolis. Compton jest słynne w szerokim świecie dzięki dwóm zwaśnionym gangom Bloods i Crips, a także z tego, iż jest kolebką gangsta rapu. Tu właśnie zaczynali Snoop Doggy Dogg, Dr.Dre, Ice Cube czy nieżyjący już Eazy E, którzy tworzyli NWA, czyli najniebezpieczniejsza grupa świata jak mówiło o nich FBI. W swoich tekstach nawoływali do buntu przeciw systemowi i do walki z policją. Tworząc takie klasyki jak „Staright Outta Compton” czy „Fuck the Police” opisywali uliczne życie pełne przemocy.

 

O przemoc w Compton nie jest trudno, to w zasadzie pierwsze co przychodzi na myśl o tym miejscu. Szacuje się, że istnieje tam ok.80 gangów – 8 na 1km2. W latach 90 tych przeważali czarni, teraz połowę stanowią Latynosi. Compton bywa też nazywane Bompton, gdyż gang Bloods nie używa litery C odnoszącej się do znienawidzonego gangu Crips. Widać to nawet na straganach na Venice Beach gdzie można kupić czapki z napisem Compton lub Bompton. Zapuszczając się w te niebezpieczne rewiry należy pamiętać, że konkretne ułożenie palców ma swoją symbolikę. Zarówno trzeba zwrócić uwagę, w co się ubierasz w L.A.- kolor czerwony jest przypisany do gangu Bloods a niebieski do Crips. Czyli coś jak z Legią i Polonią tylko zwykle gorzej się to tutaj kończy niż wyrwanie gonga. Gangi mają również swoje oryginalne tańce, które to tańcami nie są ponoć, tylko konkretnymi ruchami powtarzanymi po śmierci jednego z kompanów. Niegdyś pewnie tak było, ale w dobie globalizacji wygląda to nieco inaczej. Crip Walk pokazywany w klipach i na koncertach zerwał się ze smyczy. Naśladowali go wszyscy, w różnych częściach świata. Co nie zmienia faktu, że jest to ich krok i gdy zobaczą, że tańczysz go to jak mawia klasyk ”wpierdol pewny nie musisz prowokować”.

 


Właśnie w to urocze miejsce wybraliśmy się na nasz Hood Trip. Nie jest to tania rozrywka, kosztuje 75$. Dla zwykłego turysty nie ma tam nic ciekawego, zwykłe osiedle domków, syf i bród. Jednakże dla rap zajawkowicza to spełnienie marzeń. Interes na tym kręci Hodari Sababu – ojczym The Game’abyły Bloods. Swoje odsiedział za handel narkotykami, a niebawem będzie prowadził swój reality show w jednej z amerykańskich stacji. Nasz nowy znajomy twierdzi, że powinno być spokojnie, ale ostatnio z jedną wycieczką trafił na miejsce zbrodni, gdzie trup leżał jeszcze na ziemii. Wszyscy oczywiście robili sobie z nim selfie. My tej okazji nie mieliśmy:)

 

 

Z Gangsta Rapem na głośnikach przejechaliśmy przez wszystkie najbardziej znane miejscówki Compton, Watts, South Central, Long Beach, El Sequndo, Crenshaw. Widzieliśmy graffiti upamiętniające 2Paca, przy którym zostaliśmy poinstruowani, żeby szybko pstrykać fotki, bo to teren gangu Crips.

 

 

Przejechaliśmy przez skrzyżowanie, na którym zginęła siostra znanych tenisistek, Venus i Sereny Williams. Której jeden ze swych utworów dedykuje The Game na pierwszej płycie.One również pochodzą z Compton.

 

 

Widzieliśmy domy Eazy’iego E, Dr. Dre, Kendricka Lamara.Podjechaliśmy też na miejsce gdzie kręcono sceny do filmu Straight Outta Compton. Podobno na plan podjechał Suge Knight (gangster właściciel słynnej wytwórni Death Row wydającej niegdyś min. 2Paca, Dr.Dre) i rozjechał jednego członka gangu Bloods. Rozjechał go raz i później cofajac drugi raz. Chłopak zmarł a Suge odsiaduje wyrok i mimo to, że sam jest Bloodsem to jest na niego wydany wyrok. Ulica upomni się o sprawiedliwość.
Minęliśmy myjnię należącą do YG, która została zamknięta, bo dochodzilo tu do zbyt wielu strzelanin. Następnie szkoły w czerwonych barwach będące pod nadzorem Bloods. Widzieliśmy ulicznice, których usługi zaczynają się od 3$.

 

 

Hood Trip to dobry interes, ale w takim miejscu jak Compton jeszcze lepiej można zarobić na śmierci. Odwiedziliśmy zatem jedyny w swoim rodzaju dom pogrzebowy, który działa jak Mc Drive. Za szklaną gablotą znajduje się trumna zmarłego, do której podjeżdżasz, wylewasz alkohol za „już niepijących” i odjeżdżasz z piskiem czym predzej. Stworzono go z myślą o bezpieczeństwie, gdyż na normalnym pogrzebie cały gang bedacy w komplecie stawał się łatwym celem. Na koniec przejażdżki polecono nam kupić sobie gdzieś płyty The Game’a oraz by nigdy tu samemu nie wracać.

 

 

Wróciliśmy na Hollywood Bulvard. Teraz mamy trochę czasu, by się tu rozejrzeć. Tych gwiazd na chodniku jest naprawdę sporo i wcale nie jest proste znaleźć swojego ulubionego aktora. Te, na które ja wdepnąłem to sławy dawnych lat już zapomniane przez moje pokolenie.

 

 

Znowu trafiliśmy do sklepu muzycznej Ameby. Tak jak sugerował nasz przewodnik zakupuję sobie płytkę The Game’a i parę innych. Zajmuje mi to chwilę, chłopakom jak zwykle brakuje czasu, ani myślą, żeby wychodzić. Upraszam ich i przypominam, że tym razem mamy parkometr opłacony na konkretny czas. Dalej jakbym grochem o ścianę rzucał. Sklep jest naprawdę spory więc jednemu mówię, że drugi już poszedł do kasy więc żeby on również ruszył dupsko. Za chwile idę do drugiego i mówię to samo. Prowadząc jednego, widzę jak drugi znowu wrócił między półki. Idę po niego mówiąc Matiemu, żeby się nie ruszał. Udało się, w kolejce do kasy są już obydwa ananasy.  Zliczają płyty …okazuje się, że jak wybiorą jeszcze jedną za jakąś tam kwotę to kolejna dostaną gratis, więc „szybko”wracają, by dobrać płyty. Gdy używam słowa „szybko”w odniesieniu do chłopaków to tak jakbym definiował je na nowo.

 


Wracamy do fury. Nie ma Izy, bo poszła gdzieś po kosmetyki. Chłopaki na nią czekają a lecę szybko do fury, bo czas już się skończył. Tak tym razem nie obyło się bez mandatu. Spoko irytujące jest to, że mimo ponaglania i tak nie wróciliśmy na czas do samochodu, ale nadal jestem oazą spokoju, pieprzonym kwiatem lotosu na środku jeziora wręczając mandat ekipie. Jednak miarka się przebrała, gdy zajarany na maksa Marcin zaczął liczyć ile na tych płytach zaoszczędził i wyszło mu jakieś 5$. Uprzejmie mu przypomniałem ja i moje wszystkie bluzgi, które akurat przyszły mi do głowy, że jesteśmy w plecy znacznie więcej z tym bonusowym mandatem.

 


Co się stało to się nie odstanie whateva…jedziemy przebujać się przez Beverly HillsSunset Bulvard. Symbol bogactwa i luksusu czyli Rodeo Drive. Następnie na wzgórza Los Angeles, na ulicę Mulholland Drive, gdyż jestem fanem twórczości Davida Lyncha i filmu nazywającego się właśnie „Mulholland Drive”. David Lynch to ten reżyser, który stworzył jeden z koszmarów mojego dzieciństwa – „Miasteczko Twin Peaks”. W ostatnim odcinku duch zamordowanej Laury Palmer przepowiada agentowi Cooperowi, że spotkają się za 25 lat. No i właśnie mija 25 lat a kontynuacja Miasteczka Twin Peaks będzie miała premierę w przyszłym roku.
No i oczywiście musimy mieć foteczkę z napisem Hollywood w tle. Pierwsza lepsza miejscówa z ledwo widocznym symbolem L.A. nas niezadowala musimy mieć fote w najlepszym możliwym miejscu. Podaję adres 🙂 >> 3000 Canyon Lake Drive.

 

Zostaw Komentarz