WEST COAST USA 15: Disneyland i zjawy podziemia

wpis w: WEST COAST USA | 0

DZIEŃ 22
15.06.2016

Jako, że moja ekipa miała dość kolejek górskich po dniu w Universalu to następnego dnia wybraliśmy się do Disneylandu, który podzielony jest na dwie części. Jedna z nich to same wykozaczone rollercoastery, za które trzeba jeszcze dopłacić do biletu kosztującego 100$. Druga część to trochę różnych bajkowych atrakcji i … rollercoastery 😀 Fakt, jeśli nie lubisz tego typu atrakcji, to zejdzie Ci się krócej tu niż w Universalu.


Disneyland w Anaheim pod Los Angeles jest najstarszym z sześciu istniejących na świecie. Został wybudowany w 1955 r. Najnowszy powstał w Szanghaju w 2016 roku. Rocznie odwiedza to miejsce 16 mln turystów. Warto wspomnieć również iż Inspiracją dla projektu zamku, będącego symbolem każdego Disneylandu jest zamek Neuschwastein znajdujący się w Niemczech. Mam zamiar zobaczyć go w 2017 r.

 


Zaczęliśmy od wyprawy przez sztuczną dżunglę, następnie dom strachów, oraz jaskinię Piratów z Karaibów. Wszystkie te atrakcje to spokojne dryfowanie łodzią lub wagonikiem i oglądanie pięknych scenerii dopracowanych w najmniejszych szczegółach.

 


Następnie odłączyłem się od reszty i sam zwiedzałem baśniową krainę zaliczając parę mocniejszych wrażeń na rollercoasterach. Świątynia z filmu Indiana Jones robiła super wrażenie. Szczególnie moment, gdy gonił mnie gigantyczny głaz tak jak w filmie, by w ostatniej chwili wpaść do dziury.

 


Na chwilę udaliśmy się też do gmachu Star Wars porobić fotki z bohaterami. Tam nie wsiadałem do wagonika, gdyż kolejka byłą zbyt długa. Często te kolejki są na godzinę stania, ale jest to tak zorganizowane, że można skorzystać ze znajdującej się obok kolejki expressowej jeśli wcześniej się przyjdzie i na automacie skasuje kartę, zaklepując kolejkę na konkretną godzinę. To dużo ułatwia.


Nie wiedzieć czemu nie spotkałem mojego bohatera numer 1, czyli Kaczora Donalda. Nie było w ogóle jego domu w bajkowym miasteczku :/
Bycie tu to spełnienie marzenia z dzieciństwa, lecz mimo wszystko Universal > Disneyland.

 


Wracając z Anaheim jechaliśmy tak, jak prowadziła nawigacja. Nagle jednak musiałem zjechać gdzieś na stację, żeby zatankować, bo już na końcówie końcówy jechaliśmy. Szczęśliwie udało nam się taką znaleźć. Klasycznie wychodzę, staję w kolejce, płacę, tankuję i idę po resztę hajsu. Zastanawia mnie coś jednak…Wracając mówię do reszty, że pierwszy raz od 3 tygodni w Stanach widzę, by sprzedawca na stacji był za kuloodporną szybą. Wtem Mati przez okno rzuca „Hawaj jesteśmy w Compton!!”. No lepiej nie mogłem wybrać. Dobra jedziemy, jednakże nawigacja kieruje nas już nie na autostradę tylko przez dzielnię podwyższonego ryzyka. Zaczyna się ściemniać, a my obserwujemy grupki snujące się chodnikami. Dobrze, że mamy już pełny bak, bo jak byśmy stanęli na nieświadomce gdzieś tu w bocznej ulicze to myślę , że wtedy dopiero mielibyśmy niezapomniany rollercoaster:) Po paru minutach udało się nam wyjechać na autostradę. Wtedy znów zaufałem nawigacji, która za moment ponownie sprowadziła nas do Compton…Stan zagrożenia było czuć w powietrzu, wyobraźnia pracowała na naszą niekorzyść. Kolejnych parę minut krążyliśmy po ulicach Compton, by finalnie już opuścić ten teren.

 


Wieczorem mieliśmy zaproszenie od Louis Kinga na jego koncert w klubie Harvelle’s w Santa Monica. Byłem padnięty tego dnia i biłem się z myślami czy się tam fatygować, ale mam pewną zasadę, której silnie się trzymam ”zawsze lepiej jest iść niż nie iść”:). Czy to mróz, upał, deszcz czy zmęczenie trzeba się przemóc i to zrobić, bo w domu czy hotelowym pokoju nic cię nie czeka, a gdzieś tam może zdarzyć się wszystko. I tak właśnie było. Zawitaliśmy do małego klubiku, gdzie odbywał się jam rapowy.

Była środa więc w klubie była garstka osób. Na scenie grał nasz znajomy ze swoim bandem House of Vibe, a co chwilę ktoś wbijał na scenę by z nim ponawijać. Na basie w tej kapeli grał gość, który dogrywał bas na kultową płytę Dr. Dre „ Chronic”.

 

 

Po jakimś czasie wyszliśmy na tyły klubu, gdzie część muzyków się dotleniała. Ten ciemny zaułek wyglądał jak na filmach, latarnie w oddali i panujący pół mrok dawały mroczny klimat. Ustawiliśmy się w bardziej oświetlonym miejscu, by przeprowadzić wywiad z Louis Kingiem, wtem jak z podziemi wyłoniła się grupka kolesi. Widać po twarzach, że to żaden swag, żaden lans tylko czysty hood shit. Zero uśmiechu tylko kamienne facjaty. W tym zestawieniu jeden element nie współgrał do końca. Element był nieco zawiany, ubrany w długi płaszcz i kapelusz. Wyglądał dosyć ekscentrycznie i tak też się zachowywał. Z tamtymi twardzielami już sam jego uśmiech był ekscentryczny. Poprosił nas, żebyśmy go nagrali, bo chce coś powiedzieć.

I gdy zaczął swój freestyle, zorientowaliśmy się, że jest to legendarny Shock G z ekipy Digital Underground, która w latach 90tych odnosiła sukcesy. Człowiek, który wziął pod skrzydło 2 Paca i z tancerza zmienił go w rapera. To właśnie w kawałku Digital Underground „Same song” zadebiutował 2Pac.

 

Zwykła środowa noc za jednym z klubików L.A. podczas której niczym zjawa z podziemii wyłania się zapomniana legenda. Ostatnie informacje prasowe mówią o tym, iż Shock G stał się bezdomnym. I faktycznie w freestyle’u dla nas o tym nawija. Niestety co chwilę w słowo wchodzi mu jeden z tych ulicznych zakapiorów. Ewidentnie ma parcie na szkło. Zaczynają się battle’ować. Shock widać, że ma ubaw i leci sobie na luzie, a tamten zaczyna się ciśnieniować. Co chwile zagaduje Izę lub mamrocze coś pod nosem. Zaczyna grzebać w plecaku powtarzając” Gdzie jest ta książka? Gdzie ona jest?”. Na zewnątrz zostaliśmy już tylko my i ekipa podwyższonego ryzyka. Wydaje mi się, że oni się też dopiero co poznali, na jakims innym skwerku zrobili butelkę i przyszli teraz tutaj. Myślę, że to czas, żeby zwijać moją ekipę do środka, bo nie wiem co ten plecaczek może chować tak naprawdę.

 

Jako że Shock G też trzeźwy nie był, to ochrona też nie chciała go wpuścić. Dopiero na prośbę Louisa udało mu się wejść do środka, gdzie od razu wbił się na scenę. Początek był niemrawy, ale później zagrał kawałek 2 Paca „I Ain’t Mad At Cha”.

 

Utwór ten ukazał się 2 dni po śmierci 2Paca.

 

A teraz ta niesamowita sytuacja ma miejsce w dzień urodzin 2Paca. Jest po północy więc już 16 czerwca. Magiczny wieczór:)

 

Zostaw Komentarz