WEST COAST USA 2: Strach ma wielkie oczy

wpis w: WEST COAST USA | 1

DZIEŃ 2
26.05.2016
Opuszczamy dziś stary kontynent. Chłopaki startują jako pierwsi. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że do tej pory samolotem za granicę lecieli chyba tylko do Chorwacji i Anglii i to ktoś za nich to ogarniał. Teraz są zdani sami na siebie. Puszczam ich samych przez ocean. W Los Angeles muszą się przesiąść na wielkim lotnisku LAX i dolecieć do San Francisco. Czują, że są rzuceni na głęboką wodę, z drugiej strony, tłumaczę im, żeby robili to, co wszyscy, czytali kolejne komunikaty, kierowali się za strzałkami, w nagłych wypadkach pytali o drogę. W sumie normalna rzecz:)
My lecimy nieco później. Na lotnisku nie dzieje się nic nadzwyczajnego oprócz tego, że nie chciano mnie przepuścić przez bramki z powodu koszulki. Jeden ochroniarz zatrzymał mnie i pyta co to jest? pokazując na Rihanne z karabinem na t-shircie. Co tu jest napisane? Crooks & Castle ?? nazwa firmy psze pana..co to znaczy? nie wiem no nazwa firmy . Przyszedł drugi i oznajmił, że jeszcze parę miesięcy temu kazaliby mi zdjąć tę koszulkę, ale teraz mogę przejść…to pokłosie zamachu terrorystycznego Breivika. Teraz już tylko 11 godzin lotu.


Przed tripem czytałem informacje na forach i miałem parę obaw. Mianowicie: nie jeździłem nigdy automatem, a w US wiadomo, głównie takimi się jeździ. Wszyscy mówili, że to łatwiejsze niż nasz manual..okej..ale to nadal coś nowego, trzeba wiedzieć co gdzie wcisnąć. Nie chciałem odkrywać tego gdzieś na parkingu w SF więc poprosiłem kolegę jeszcze w Polsce, żeby pokazał mi jak to wygląda. Faktycznie bardzo proste.
Druga rzecz to jaki wybrać samochód, najtańszy osobowy czy coś większego? Nigdy nie jeździłem niczym większym. Okey. Wzięliśmy Jeep Compass, do którego i tak ledwo co się mieściliśmy (3200zł na 3 tygodnie )
Trzeci strach to poruszanie się po pagórkach miejskich w San Francisco oraz na ślimakach wiaduktach Los Angeles.
Czwarty niepokój zaś we mnie wzbudził forumowicz, który jechał tą trasą co my do Yosemite i opisał, jakie trudy napotkał przy wjeździe serpentynami na szczyt. Jego współtowarzysze, mimo że wzięli awiomarin byli cali zzieleniali i pół przytomni, a serpentynami ponoć jechało się wyjątkowo trudno.
Gdy zebrałem do kupy te wszystkie strachy, wyłaniał się z nich całkiem pokaźny monster. No bo dolatuję do obcego wielkiego miasta gdzie wsiadam w nową furę ( w życiu jeździłem tylko dwoma samochodami), pierwszy raz w automacie i pierwszy raz tak dużą, pierwszy raz za granicą, pierwszy raz na tych pagórkach w San Francisco nocą. Śpię 3 godziny, bo mam jet lag, jadę kilka godzin, by wieczorem wjechać serpentynami górskimi na szczyt gdzie wszyscy mi popadają.
Jak się okazało, nie taki diabeł straszny jak go malują. Automat jest super, dużą furę prowadzi się bez zarzutu, San Francisco jest tak skonstruowane, że zawsze wiesz jak jechać, jet lag do zwalczenia a serpentyny?? Nigga Please nikt z nas nawet tego nie odczuł…i znajdę tę wypowiedź na forum i napiszę temu typowi, że jest miekką fają, żeby wiedział o tym i nie siał paniki na necie:D

 

DZIEŃ 3
27.05.2016

Do Hostelu w San Francisco dojechaliśmy późnym wieczorem. Czasu starczyło nam, by zjeść subwaya, wziąć prysznic i położyć się spać. Mateusz i Iza byli na tyle zmęczeni, że zrezygnowali z jedzenia. Ja jestem przyzwyczajony, gdy nad ranem obudziłem się i zorientowałem, że już nie zasnę, bo mam jet lag, poszedłem oglądać mecz na necie. Warto było, tym razem wygraliśmy, ale w całościowym rozrachunku przegrywamy nadal 2:3. Nadzieje nadal są żywe. Rano do naszej dyspozycji była cała kuchnia, nie mieliśmy swoich produktów, ale najedliśmy się naleśnikami w różnych konfiguracjach. Następnie ruszyliśmy na miasto, by zrobić zakupy na camping w Targecie – sieć tanich marketów. Kupiliśmy namiot czteroosobowy, materac, pompkę samochodową do materaca, dwa śpiwory oraz lodóweczkę . Nie kosztowało to dużo i mimo że nie użyliśmy tego sprzętu tak wiele raz, jak zakładałem to uratował nam dupsko kilka razy.

Wyjeżdżamy do Yosemite koło 11,nawigacja pokazuje 4 godziny drogi, ale że robiliśmy parę postoi to czas podróży się wydłuża i do Yosemite dojeżdżamy późnym popołudniem. Mieliśmy jeszcze trochę czasu zapoznać się z okolicą i porobić parę fotek.

Gdy zaczęło się ściemniać, zaczęliśmy szukać campingu, wszak jest ich tu kilka a na jednym ponoć zwykle znajdzie się miejsce, gdy już inne zawiodą. No więc tak, okazuje się, że jest Memorial weekend święto amerykańskie wszyscy mają wolne i jadą min. do parków odpocząć. Wszystkie campingi już dawno były po rezerwowane, a jeśli były na nich jakieś wolne miejsca to można na nie liczyć tylko jeśli przyjedzie się rano, panuje zasada: kto pierwszy ten lepszy.


Ten jeden camping ponoć pewniaczek jest oddalony ponad godzinę jazdy samochodem, bo się okazuje, że jest tam wiele różnych dróg prowadzących przez rozległy park. I Jest tak usytuowany, że w tamtej okolicy potrafi już leżeć śnieg, dlatego można tam znaleźć miejsca. No nic wycofujemy się z parku do najbliższego miasteczka,ale ceny nas powalają.Cofamy się dalej i dalej, nadal wychodzi około 400zł za osobę. Ręce powoli zaczynają nam opadać. Akurat staliśmy na poboczu i mieliśmy ruszać dalej, ale Iza stwierdziła, że skoro już tu stoimy to spytajmy i tutaj czy są jakieś pokoje. Był jeden 4 osobowy za 150zł od osoby, w tym momencie bierzemy to z pocałowaniem ręki. Zauważyliśmy, że nieopodal ktoś grilluje przy swojej przyczepie campingowej więc dołączyliśmy się z naszymi kiełbasami i piwkami. Sympatyczna ekipa z Kentucky była w podróży relaksacyjno biznesowej. Czekali na telefon od kogoś z kim mieli się spotkać i kręcić interes oparty na benzynie. Niby nie wygladali, ale jeden z nich twierdził, że przymierzał się do kupienia posiadłości w Malibu, ale pierwszy kupił ją Will Smith więc on kupił mniejszą obok i są teraz sąsiadami…Wierzę ludziom póki nie złapię ich , ze kłamią więc niech mu będzie:)

 

DZIEŃ 3
27.05.2016
Dziś cały dzień poświęcamy na Yosemite. Park Narodowy położony w Kalifornii na zboczach gór Sierra Nevada.Będąc jeszcze w Polsce, wykupiliśmy wejściówkę do wszystkich Parków Narodowych. Pojedyncze wejście dla jednej osoby do jednego parku to kwota między 10 a 20 dolców. Karta Annual Pass kosztuje 80 dolców i upoważnia do wjazdu na teren parków wszystkich 4 osób znajdujących się w samochodzie. To już opłaca się bardzo, a my zakupiliśmy ją dużo taniej.

Zaczynamy od Glacier Point (2200 m.n.p.m.), z którego mamy widok na całą Dolinę Yosemite i szczyt El Capitan, który jest najwyższą skałą granitową na świecie o wysokości 900m( nazwa wywodzi się z języka Indian i oznacza skalny wódz)

W Centrum doliny jest supermarket, knajpy, hotele i campingi. Do każdego punktu co chwilę wożą turystów autokary. Naprawdę organizacja w Stanach jest 10/10. Ameryka ułatwia ludziom życie.

Następnie z bliska poszliśmy zobaczyć wodospad Lower Yosemite. Na upper Yosemite nie starczyło nam czasu jak na wiele rzeczy na tym tripie, po części to zasługa moich towarzyszy, którzy mieli żółwie tempo z rana i dzień w dzień musiałem czekać na nich półtorej godziny. Częściowo plan był też naszpikowany atrakcjami z premedytacją, wiedziałem, że coś wypadnie z niego, ale nie wiedziałem, że całkiem sporo. Nie ważne, mam po co tam wracać. Widzę to tak, że kiedyś w przyszłości powtórzę tę trasę z moim 18 letnim synem. Wodospad w Parku Yosemite to najwyższy wodospad w Stanach (739m) jest on kilkanaście razy większy od Niagary.

Inny wodospad znajdujący się w parku to Vernal Fall, ten ma raptem 97m. Pierwsza część drogi do niego nie jest wymagająca. To spacerek po chodniczkach, tyle że pod górę więc chłopaki co chwilę chcą robić przerwy. Dochodzimy do połowy, tu Mati ma niby poczekać na nas, niby nas odprowadza, ale jakoś rozstać się nie może więc w sumie jeszcze idzie, tyle że w swoim tempie.

Dalsza droga nas zaskoczyła, wchodziło się po śliskich kamieniach w bliskiej odległości od wodospadu, z którego leciała na nas bryza. Ja byłem tylko w mojej bluzie , jedynej, jaką wziąłem na wyjazd i w której miałem zamiar spać tej nocy pod namiotem. Bluza robiła się coraz bardziej wilgotna, a końca drogi nie było widać. Rozum wziął górę, zawracamy nie chcąc zmoczyć się całkowicie. Po drodze spotkaliśmy chłopaków, którzy o dziwo doszli aż tutaj. Oznajmiliśmy im, że schodzimy już i żeby zaraz wracali. Czekaliśmy na nich na dole, ale się nie doczekaliśmy. Do samochodu dotarli jakieś dwie godziny po nas, u nich rozum nie wziął góry, wodospad wziął górę. Poczuli zew przygody, mimo że niedoświadczeni to doszli na sam szczyt. Po zdjęciach widzę, że byli bardzo zadowoleni i wyrzuty, które mieli do mnie, że ich zostawiłem samych były bezpodstawne:D W odróżnieniu ode mnie i Izy chłopaki mieli na sobie płaszczyki chroniące od wody, które dał im ktoś po drodze.


O wejściu na Half Dome po prawie pionowej ścianie trzymając się łańcuchów dowiedziałem się zbyt późno by dopisać ją do planu, więc też odkładam to zadanie na przyszłość do zrobienia z moim 18 letnim synem. Zadanie dla mojej żony na przyszłość >> urodzić mi syna. Zadanie dla mnie na przyszłość >> znaleźć żonę :D
Zadanie na teraz >>znaleźć nocleg. Dziś szybciej się ogarniamy, by za widoku objechać wszystkie campingi i rozbić namiot. Niestety odpowiedzią na każde z naszych pytań o nocleg jest Memorial Day”. Wszystko od dawna jest po rezerwowane. Wyjeżdżamy zatem z parku, żeby znów spróbować szczęścia w pensjonacie gdzie nocowaliśmy poprzedniej nocy. Niestety dziś tutaj mają również fulla. Szukamy na mapie coraz dalszych campingów i coraz dalszych miejscowości. Tym sposobem zajechaliśmy do największego miasta w okolicy, czyli Mariposy oddalonej od doliny Yosemite o 70km lecz i tutaj okazało się, że nie ma żadnych wolnych pokoi. Babeczka miała jeden 2osobowy, ale nie chciała nas wpuścić w czworo ze względu na przepisy przeciw pożarowe. Ostatnia deska ratunku to powrót do ludzi z Kentucky i rozstawienie namiotu przy ich przyczepie. Gdy dojechaliśmy tam było już koło 1 w nocy, wszyscy spali, więc ich obudziliśmy waląc do drzwi przyczepy. Zapalili nam światło, a my pierwszy raz skorzystaliśmy z naszego namiotu. Musieliśmy uważać, by nie obudzić właściciela całego tego przybytku gdzie właśnie rozkładamy się na dziko. Byliśmy bardzo cicho oprócz momentu dmuchania materacu naszą wyjącą wniebogłosy pompką . Zapamiętamy noc bo to nasza Memorial Night :)

Jedna odpowiedz

  1. Na kogo sie czekalo poltorej godziny to sie czekalo na pewno nie na mnie :P.

Zostaw Komentarz