WEST COAST USA 3: That’s why I don’t got love for a BITCH!

wpis w: WEST COAST USA | 0

DZIEŃ 5
28.05.2016
Pierwsza noc w namiocie nie trwała zbyt długo. Znowu jakieś 3/4 godziny. Zerwaliśmy się o 7, żeby zwinąć się z naszego dzikiego pola namiotowego, zanim wstanie właściciel. Moim współtowarzyszom zależało, żeby być jak najwcześniej w Las Vegas więc tym razem akurat byli mniej opieszali niż zwykle. Droga zajęła nam 10 godzin z postojami.

 

 

Musieliśmy przejechać przez cały Park Yosemite gdzie nie można rozwinąć prędkości nie tylko przez serpentyny, liczne zakręty, ale również przez zwierzynę. Bardzo ostrożnie rozglądaliśmy się za niedźwiedziami, przed którymi nas przestrzegano. Przestrzegano, że może wpaść pod koła i będzie to nieprzyjemne. Misie nie mają w zwyczaju atakować ludzi, ewentualnie mogą być napastliwe, gdy wyczują jedzenie, wtedy leśnicy nie mają wyjścia i muszą misia uśpić. Niefajnie co? Więc, żeby do tego nie doszło, wszelkie zapachliwe rzeczy jak jedzenie, ubrania, perfumy wrzuca się do metalowych skrzyń. Nie wolno ich zostawiać w namiocie ani samochodzie by misia nie kusiło.

 

 

Tioga Road wiedzie nas do jeziora Tanaya. Poprzedniego dnia pytałem, czy można się tam kąpać i dostałem twierdzącą odpowiedź, ale widząc śnieg dookoła, nie podejmuję się tego wyzwania. Przez całą drogę w parku towarzyszą nam super widoki, mijamy Tuolumne Meadowns oraz Mono Lake.

 

 

Po opuszczeniu parku krajobraz się zmienia, jest ciekawie, ale co chwilę inaczej, aż wreszcie mkniemy przez bezdroża pustyni Mojave, na której środku znajduje się Las Vegas. Tutaj droga jest prosta, jeździ mało samochodów więc pierwszy raz oddaję kierownicę w ręce ekipy. Marcin zwany już w tym momencie Indykiem na cześć Indiany Jonesa ( kamizelka i czapka robiły swoje) w tym momencie zasiadł pierwszy raz w życiu za sterami samochodu, niemającego na dachu litery L. Gratulacje !! Kwiaty doślemy pocztą :D

 

 

Noclegi w Vegas o dziwo są bardzo tanie. Hostel z basenem kosztował nas 37 zł os/doba. Bardzo mi się podobało, jak weszliśmy z bagażami na naszą kwaterę. Poprowadziłem Izę do windy, na pierwsze piętro, pokazałem nasz pokój z wielką wymalowaną flagą Meksyku na drzwiach. Prosta sprawa jednakże za 10 min. gdy szedłem po resztę bagaży spotkałem Izę błądząca na parterze, wkurzoną, że nie może znaleźć naszego pokoju:D 3 godziny snu , 10 godzin podróży samochodem mimo to w czasie tripu nie uznaję czegoś takiego jak drzemka. Idziemy w miasto. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, ale tego wieczoru nie zaszliśmy w ogóle na główną aleję z kasynami – The Strip. Zostaliśmy nieco na uboczu w drugim imprezowym zagłębiu Vegas czyli Freemont Street. To tzw. Stare Miasto Vegas, a Freemont było niegdyś głównym centrum rozrywki w mieście. Obecnie miejsce to nadal tętni życiem, nad ulicą wisi potężny 460 metrowy ekran będący jednocześnie dachem, na którym wyświetlane są różne filmy klipy reklamy, pod sufitem podczepione są liny, na których zjeżdżają turyści, wokoło słychać brzdęk monet z kasyn , na barach tańczą tancerki, na scenach grają kapele ludzie tańczą , freaki zarabiają swym dziwnym wyglądem na życie. Jednym słowem-dzieje się.

 

 

Las Vegas znaczy łąka po hiszpańsku. Gdy dolina została odkryta, wyróżniała się właśnie zielenią na tle pustynnego krajobrazu, dlatego tu utworzono osadę. Warunki były ciężkie, ale niewątpliwy rozwój nastąpił w 1905 roku, gdy poprowadzono kolej przez stan Nevada. Prawdziwy BOOM rozpoczął się w 1931, gdy prezydent Hoover zatwierdził projekt budowy tamy na rzece Kolorado, dając tym samym tysiące miejsc pracy. Do Nevady ściągały tysiące robotników z całego kraju. Pracowali ciężko więc musieli też dobrze się zabawić, by odreagować. Nevada jako pierwszy stan zalegalizowała hazard. Na Freemont powstało pierwsze kasyno w mieście a po nim kolejne i kolejne…Las Vegas potocznie zaczęło być nazywane Helldorado.

 


Moja ekipa jest zachwycona, twierdzą, że mogliby tu mieszkać oraz żeby zobaczyć wszystko, potrzeba by tu spędzić minimum tydzień. Owszem jest zajebiście, ale mi dwie noce wystarczą. I potwierdzam, żeby zobaczyć wszystko potrzebny byłby tydzień faktycznie…i cała góra zielonych dolców. Miasto oferuje wiele atrakcji, ale nie jest to tanie. Dzień w dzień masz do wyboru niezliczone ilości koncertów, gwiazd światowego formatu, imprezy, przedstawienia, teatry komików, występy iluzjonistów, cirque du soleil i wiele innych.

 

 

My do Vegas przyjechaliśmy akurat tego dnia, na koncert Too $horta w Moon Night Club. Too Short to raper z zachodniego wybrzeża. Nie jest może tak znany jak Snoop Dogg, Ice Cube czy Dr Dre, ale w Kalifornii również ma status legendy. Ja osobiście tłumaczę to tym, że tamci byli z Los Angeles a Too Short jest z Oakland. W L.A. wszystko się kręci, wszyscy ciągną do miasta aniołów, by się wybić a Oakland nie dość, że jest na uboczu to na dodatek panuje tam syf i patologia. Wracając do rapera, Too Short jest pionierem wizerunku alfonsa w kulturze hip hop. To on wprowadził słowo Biatch (zniekształcona forma Bitch) do rapu, i ogólnie spopularyzował to słowo na tyle, że stało się powszechnie używane w rapie, jak i w życiu codziennym. Obecnie, gdy na portalu społecznościowym widzimy zdjęcie dziewcząt podpisane With my bitches in library wiemy, że znaczy to po prostu Ja z koleżankami w bibliotece :D To właśnie efekt rzetelnej pracy Too Shorta w ciągu 36 lat. (Zaczął rapować mając 14 – obecnie ma 50).

A oto nasz hit wyjazdu:

                                                     „…That’s why I don’t got love for a BITCH!…”

Utwory Too Shorta kręcą się wokół seksu i prostytucji, gdzie opowiada niezliczone historie związane z kobietami. Dla mnie niezliczone on twierdzi, że miał w życiu 20 tys partnerek, tak jak Wilt Chamberlain którego Short przywołuje w tym numerze.Heh utwór ten to najprawdopodobniej tylko bragga więc nie musi być prawdą ..ale czy aby na pewno?:)

 

 

                            „…If you don’t know your daddy Then you might be my son!…”

Do klubu nie chciano oczywiście mnie wpuścić. Mimo że to impreza rapowa to elegancko trzeba było się ubrać, a ja mam na sobie koszulkę na ramiączka. Ugadałem. 30 dolców za wjazd i jedziemy na 53 piętro budynku Palm’s Fantasy Tower, gdzie znajduję się klub. Duża sala, na której nikt nie tańczy, scena bar i taras z widokiem na The Strip.

 

 

Jesteśmy bardzo trzeźwi, ja zwykle pijam wódeczkę, ale zaciekawia mnie Long Island, które zamawia Iza. Zawsze myślałem, że to babski lajtowy drink, ale objaśnia mi, że jestem w błędzie, i jest to drink skłądający się z 5różnych alkoholi i ona z koleżankami w Polsce tak pija. Kilka zmieszanych alkoholi powinno szybciej klepnąć, 17 dolców na blat i też zamawiam. W tym momencie podchodzi do mnie ładna mulateczka i zaciekawiona pyta co zamawiam, bo wygląda jej dziwnie. Więc mówię, że to Long Island mieszanka pięciu różnych alkoholi, wiesz my tak pijemy w Polsce:D czyli dokładnie to, co usłyszałem przed chwilą od Izy. Pogadaliśmy chwilę przy barze, okazało się nawet, że ta mieszkanka miasta na pustyni była kiedyś w Krakowie. Bardzo ładnie z jej strony. Po 24 na scenę wreszcie wszedł Too Short.

 

 

Wszyscy oczywiście znali teksty piosenek i mimo, że są one mocno szowinistyczne to najgłośniej śpiewały kobiety twerkując przy tym swoimi tyłkami. Te najgrubsze oczywiście najbardziej. Koncert Too Shorta był zdecydowanie Too Short – zagrał 5 kawałków. Okazało się, że nie był to pełnoprawny koncert a jedynie show, taka atrakcja w czasie imprezy. Mimo to było warto zobaczyć legendarnego rapera na scenie. Na zakończenie swojego występu pozdrowił wszystkich z Oakland i jako wierny kibic Golden State Warriors oznajmił See U in Oakland, Warriors in seven.

 

 

Too Short udał się do swojej vip loży, Mati za nim, by ugadać wywiad, Iza zaś wróciła z łazienki, zdziwiona, że już po koncercie . Ja natomiast wszedłem na parkiet. Ogólnie podczas całej imprezy w klubie było z 10 białych osób włącznie z nami. Po koncercie na parkiecie została tylko jedna biała czekoladka – Ja :D Musiałem uważać, żeby w tym otoczeniu nie tańczyć crip walka. Kiedy tańczę moje nogi ruszają się same, mieszam sobie wszystko w zależności od tego jak mnie poniesie muzyka, ale niewątpliwie można by w tym doszukać się jakiś kroków zbliżonych do crip walka. Crip Walk to taki taniec gangu Crips, który nie jest tańcem :D – tylko konkretnymi ruchami wykonywanymi np. gdy zostanie zastrzelony jakiś koleżka gangster. Taniec ten swego czasu pojawiał się w teledyskach, na koncertach i został rozpropagowany na całą globalną wioskę. Coś, co było tylko ich i ich wyróżniało stało się ogólno dostępne i naśladowane min. przez białe dzieciaki z Polski. Normalna kolej rzeczy ale nie chciałbym sie z tego tłumaczyć jakiemuś gangsterowi. Jest więcej takich niepisanych zasad jak nie używanie w stosunku do czarnego słowa nigga, mimo że sami do siebie tak się zwracają, lub nie pokazywanie do zdjęć jakichś znaków z rąk, gdyż tak samo nieopatrzne ułożenie rąk może być znakiem np. wrogiego gangu. My o tych zasadach wiedzieliśmy, więc żadnych nieprzyjemności nie mieliśmy, tak czy siak parkiet był palony przeze mnie, jak zwykle, typy podbijali i przybijali piątki a dziewczęta rzucały w moim kierunku Daaamn nice moves – heh potrafi się swoje:) Czekając na taxi zauważyliśmy Too Shorta z dwoma kumplami jak prowadzą do swojego autokaru dziesięć panien. Dwie z nich widziałem wcześniej jak prosiły żeby wejść do loży vip, ugadały wtedy wejście dla siebie i swojego kolegi, do autokaru już go jednak nie zabrały…Rany Olek czarny Olek, taki to se pożyje, se pożył😀

 

DZIEŃ 6
29.05.2016
Noc też była too short, ale znowu wstaję jako pierwszy i idę sprawdzić parę rzeczy na necie. Chłopaki się ogarniają, a Iza idzie na basen się opalać. W międzyczasie rozmawiam z moją dziewczyną, która twierdzi, że w tanim hostelu nie wchodziła by do takiego basenu i żebym poinformował o tym Izę. No więc idę, widzę że leżakuje pytam Kąpałaś się??JasneAaaa no to spoko”. Już nic nie mogę dla niej zrobić :)

 

 

Nie wspominałem wcześniej, ale Marcin robi również muzykę – bity rapowe. Nie jest może szerzej znany, ale jego indycze łapy sięgają daleko…nawet do Vegas. Ma tutaj bowiem swojego koleżkę, z którym współpracuje i z którym zdążyliśmy się spotkać z rana.

Tutaj link do produkcji Marcina: http://soundcloud.com/tuelv

 

 

JGivens to raper stojący w opozycji do tego z czym kojarzymy Vegas – miasto hazardu, grzechu i rozpusty. Wiele uwagi poświęca Bogu w swoich utworach. Opisuje życie zwykłego szarego mieszkańca Vegas obserwującego ludzi dookoła trawionych przeróżnymi żądzami. Sam zaś mimo tych pokus w zasięgu ręki nigdy nie grał nawet w kasynie.

„…Welcome to LV, NV The city that’s seldom windy Summer heat makes you think and wonder If Hell would even envy…”

Wyjeżdżamy z Vegas dosyć późno, bo koło 12:00. Wszystko byłoby spoko, gdyby nie to, że skończył się właśnie Memorial Weekend i wszyscy opuszczają miasto. Ten jeden jedyny raz grzęźniemy w korku…na cały dzień. Wieczorem zjeżdżamy na stację zatankować, przy okazji akurat w tym momencie Golden State grało siódmy mecz z Oklahomą. Poprzedni wygrali wyrównując stan na 3:3, ale nie wspominałem o tym, bo emocji podczas oglądania pozbawił mnie Marcin nieopatrznie podając wynik. Mecz siódmy – być albo nie być. Teraz właśnie ważą się losy GSW, nasze plany, moje marzenie. Mam plan awaryjny wymyślony na poczekaniu. Jeśli przegrają to pojadę, chociaż na jeden mecz finałowy do Oklahomy w końcu to też jedna z moich ulubionych drużyn. Steph Curry zagrał koncertowo w tym spotkaniu (36 punktów, 8 asyst, 5 zbiórek, 7/12 zza łuku) a Warriors wygrali 96 -88, zgarniając zwycięstwo w całej serii 4-3. Prawdziwe wyjście z grobu. Dziś przejechaliśmy raptem 250km w około 10 godzin z postojami. Po drodze minęliśmy zjazd na Ghost Town (jakich wiele w tamtej okolicy) oraz zjazd na osadę ZZYZX, ale na nocleg wybieramy nieco milsze miasto – Barstow położone przy starej Route 66.

 

Zostaw Komentarz