WEST COAST USA 8: ZION – Tu lądują anioły

wpis w: WEST COAST USA | 0

DZIEŃ 15

08.06.2016

Normalnie bym wyjechał z tego parku na przypale, ale dobra może Amerykanie faktycznie by podeszli to tematu rygorystycznie i sprawdzili nasze blachy na kamerach, by potem ścignąć nas jakąś karą. Poszliśmy zapłacić chyba całe 15 dolców za 4 osoby za ten nocleg. Babeczka była bardzo zdziwiona, powiedziała nam, że to było nielegalne, ale nie zrobiła problemu z tego powodu.

 


Jedziemy do cudownego Parku Zion położonego na Wyżynie Kolorado w stanie Utah. Około tysiąca lat temu tereny rezerwatu zamieszkiwali Indianie z grupy plemiennej Anasazi, a następnie Pajutowie. Pod koniec XIX wieku w stanie Utah osiedlili się mormoni i to oni nadali miejscu nazwę Zion (czyli Syjon) z uwagi na niemal rajskie widoki

 

 

Chłopaki idą na śniadanie i Wi-fi. Izę boli brzuch, więc chwilowo odpoczywa. A ja idę na szlak do miejsca zwanego Angels Landing (Podest Aniołów). Ponoć w 1916 roku, gdy pewien pastor Frederick Fisher zobaczył monolit po raz pierwszy wykrzyknął „Tylko anioł mógłby na nim wylądować. Szlak prowadzący na wierzchołek leżący na wysokości 1765 m.n.p.m. pokonałem w 2,5h w te i z powrotem, mimo że w informacji mówiono, że trzeba liczyć 4. Myślę, że 4 to jest taki max, ważna informacja dla grubych amerykanów bez kondycji. Ze względu na niezwykłe widoki, jakie można podziwiać na jego całej długości, powszechnie uważany jest on za jeden z najpiękniejszych szlaków pieszych w całych Stanach Zjednoczonych.

 

 

Żeby pokonać ostatni odcinek trzeba trzymać się łańcuchów. Momentami staje się nad krawędzią i trzeba się wyminąć z kimś schodzącym z góry. Trudność tego odcinka oceniana jest na 3 w amerykańskiej skali trudności dróg skalnych, co oznacza, że wymaga wspinaczki z użyciem rąk. Ścieżka miejscami ma zaledwie kilkadziesiąt centymetrów szerokości z kilkusetmetrowymi przepaściami po obu stronach. W historii parku zanotowano tu co najmniej 5 wypadków śmiertelnych spowodowanych upadkiem w przepaść. Ja oczywiście poszedł w moich niegórskich butach. Zaznaczam, że nie uważam, iż w górach można chodzić tylko w butach przystosowanych do chodzenia po górach. Ułatwiają one wiele i są świetne zapewne, ale to nie znaczy, że moje są beznadziejne do tego…są normalne po prostu…moim zdaniem oczywiście.
Nie miałem zasięgu, by się skontaktować z Izą, z którą miałem iść na super szlak, jeden z najlepszych w USA. Stwierdziłem, że pewnie nadal ją boli brzuch i nic z tego nie będzie wiec po zejściu ze swojego szlaku poszedłem się zregenerować taplając w rzece.

Narrows Trail zatem zostaje do przejścia w przyszłości, gdy wrócę tu z moim 18 letnim synem. Żeby nie było niemiłych niespodzianek tej nocy, jedziemy dosyć wcześnie na nasz camping w miasteczku Kanab. Jest zupełnie czystempnie, jakiś basen, z którego nie będziemy korzystać, bojo do kosza, na którym nie zdarzymy zagrać, trochę kamperów i przyczep campingowych z wielkimi plazmami w środku. Rzucamy nasz namiot nie rozkładając go i bierzemy się za podstawowe czynności. Ja piorę skarpetki. Marcin widząc to, również zabiera się za pranie swoich. Rzucam je na ławkę obok namiotu, by się suszyły i oznajmiam, że jedziemy na kolację. Marcin zdębiał, kmini co zrobić z mokrymi skarpetkami, i widzę że czai się przy bagażniku, żeby je tam schować. Mówię połóż je na ławce, zostaw przecież nikt ci nie zabierze. Kmini dalej i widząc, że idę do łazienki idzie na plac zabaw suszyć je, gdyż tam dociera jeszcze słońce. Wracam i zbieram ekipę do odjazdu. Marcin znów z tymi skarpetkami czai się koło bagażnika, ale znów stanowczo mu odradzam to…Z ciężkim sercem zostawia skarpetki na ławce. Pojechaliśmy do knajpy na kolacje i by obejrzeć 3 mecz finałowy, przegrany sromotnie przez moją drużynę . Ale wiecie co się okazało po powrocie?? Że skarpetek nie ma :D Marcin przerażony, śmierć zajrzała mu w oczy:D Okazało się, że zawierucha była i trochę fruwały nasze skary i sąsiadka z nam je pozbierała i włożyła do naszego namiotu. Trochę się mocowaliśmy żeby po ciemku rozstawić namiot. Inni sąsiedzi wyszli ze swojego, i po koleżeńsku zagadali skąd jesteśmy itd. Po czym wzięli swój namiot i się odsunęli parę metrów dalej…rankiem przyuważyłem, że było to dwóch mormońskich chłopaków.

 

Zostaw Komentarz